Niger stawał się coraz bardziej natarczywy. Ciągle do mnie zagadywał i próbował mnie zrozumieć. Jakby mu się to udało... Cały czas mnie denerwował. Chodził za mną w kółko i nie dawał chwili spokoju. Ciągle musiałam przenosić się w inne miejsce. Lily nie odezwała się do mnie słowem od czasu rozmowy z Nigerem. Miałam wrażenie, że cały świat jest przeciwko mnie. Któregoś dnia kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam na ziemi napisaną wiadomość. " Przyjdź w południe pod granice stada " .- Och, znowu on? Nie daje mi chwili spokoju. - postanowiłam jednak pójść i raz na zawsze przemówić mu do rozsądku. Miałam całe przedpołudnie dla siebie. Postanowiłam wykorzystać ten czas na rozmowę z Lily.
- Lily? - zaczęłam - Chciałabym pogadać.
- A o czym? - spytała beztrosko wylatując z mojej grzywy.
- No... wiesz... o tym co się nie dawno stało. - nie wiedziałam co mam powiedzieć. W końcu to nie była moja wina. Emocje wzięły nade mną górę.
- Och, a już myślałam że będziesz mnie ignorować do końca życia. Posłuchaj No, - zaczęła siadając na moim pysku - wyszło jak wyszło ale to nie powód, żebyśmy przestały się ze sobą przyjaźnić.
- No wiem, ale... wciąż mi głupio. Przecież złamałam obietnicę. - była to prawda. Przed dołączeniem do tego stada, obiecałam Lily że przestanę krzyczeć na innych. Niestety mi to nie wyszło...
- To cię tylko umocniło. Teraz zanim zaczniesz na kogoś krzyczeć, zastanowisz się nim powiesz coś co może tego kogoś urazić. Każdy na tym świecie ma jakieś swoje słabości, ale przecież to właśnie one czynią cię lepszym i mądrzejszym. Nie ma powodu do wstydzenia się ze swoich wad. Wręcz przeciwnie. Należy być z nich dumnym, bo to właśnie one czynią cię tym kim jesteś. - uśmiechnęłam się. Lily miała rację. Cieszę się, że jednak nasza przyjaźń się nieskończyła. Przez resztę przedpołudnia razem z Lily plotkowałyśmy sobie na różne tematy, a kiedy wreszcie słońce było już wysoko ruszyłam w kierunku granic stada. Na miejscu czekał Niger.
- Więc jednak przyszłaś Sode No Shirayuki. - ucieszył się. Spojrzałam do góry i westchnęłam. Ogier podszedł bliżej.
- Chce żebyśmy sobie coś raz na zawsze wyjaśnili... - zaczęłam, ale Niger wtrącił mi się w słowo
- Właśnie o to mi chodziło. Posłuchaj... Sode ja...
- Nie mów do mnie Sode - ostrzegłam go
- Ach, no tak przepraszam. Więc... chciałem cię przeprosić, za tamto wcześniejsze. Ja nie wiedziałem i... - zaciął się. Domyśliłam się, że nie ściągnął mnie tu tylko aby mnie przeprosić. Wziął głęboki oddech i powiedział:
- Posłuchaj... ja wiem że znamy się niedługo... ale chce powiedzieć że... ja... - wziął jeszcze jeden głęboki oddech i:
- Sode No Shirayuki, kocham cię! - krzyknął. To wytrąciło mnie z równowagi. Już chciałam mu odpowiedzieć, że nie obchodzi mnie jego miłość i żeby dał mi wreszcie spokój, ale nagle... poczułam dziwny ból. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Traciłam powoli wszystkie siły. Niger upadł. Rozejrzałam się jeszcze szybko dookoła. Za mną stał człowiek ze strzelbą. Jeszcze raz się zachwiałam i znów poczułam silny ból. Nie mogłam dłużej z nim walczyć. Nogi ugieły się pode mną i upadłam. Zdołałam jeszcze dostrzec idącego w moim kierunku człowieka, z obojętnym wyrazem twarzy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz