środa, 19 lutego 2014

Koniec

I tak dotarliśmy do ostatniego rozdziału "Klaczy, która chciała wybrać samotność". Ten pomysł pojawił się znikąd. Tak naprawdę skończyłam pisać całość kilka miesięcy temu, ale ciągle coś zmieniałam i poprawiałam :) . Mam nadzieję, że spodobała wam się moja "książka". Pamiętacie może jeszcze pierwszy rozdział? "Czy jest to smutna historia, czy raczej szczęśliwa, to już ocenicie sami." Tak więc stworzyłam specjalną ankietę. Będziecie mieli do wyboru tylko 2 odpowiedzi. Zastanówcie się, czy według was wszystko skończyło się szczęśliwie czy jednak śmierć No była przykra i bolesna. Opinie pozostawiam wam. Szczerze mówiąc, ja nie umiałabym zdecydować. Dla mnie Sode No Shirayuki to po prostu samotna klacz, która potrzebowała tylko trochę uczuć. Kilka osób zdołało uszczęśliwić Sode. Niger, Li i Lily. Niger dał No swoją miłość, Li wsparcie i zrozumienie, a Lily po prostu przyjaźń, mocniejszą niż cokolwiek innego na świecie. Nie wiem jak zinterpretujecie to wy. Jeśli chcecie coś skomentować lub spytać się mnie o coś wiecie gdzie można mnie znaleźć ( howrse.pl lub komentarz ). A teraz pozostało coś jeszcze. Uważam, że istnieją takie rzeczy które nie wymagają kontynuacji. Myślę też, że "Klacz, która chciała wybrać samotność" jest jedną z takich rzeczy. Chociaż kilka dni temu pomyślałam sobie, że może fajnie byłoby napisać coś jeszcze na ten temat, ta myśl szybko zniknęła. Lubię pisać różne historie. To mnie uspokaja i daje pewną satysfakcje. Od wielu, wielu tygodni zastanawiam się jaka będzie moja kolejna "książka". Na razie odpowiedź na to pytanie pozostaje mi nieznana. Myślę, że nie warto teraz się tym nękać. Tak nagle jak zaczęłam tworzyć świat Shirayuki, być może kiedyś znów, w najmniej niespodziewanym momencie wpadnę na jakiś błyskotliwy pomysł. Jeśli tak, na pewno was o tym powiadomię. Jednak póki co, będę czekać i zbierać pomysły :p
Do zobaczenia następnym razem
Wasza

24. Klacz z sercem

Ostatnie życzenie No spełniło się. Jej ostatnie słowa poruszyły wszystkie konie z obu stad. "Nie zapomnij". Nimi wyraziła całe swoje życie. Minęły trzy miesiące od jej śmierci. Każdy jeszcze długo opłakiwał No. Jedni głośno, drudzy po kryjomu, nocami, a jeszcze inni wyrażali swój smutek w ciszy. Ale mimo to każdy odczuwał wielki żal. Na swój sposób. Następnego dnia po śmierci mej przyjaciółki, Niger opowiedział jej historię Li, aby ona przekazała ją dalej. Ogier przeżywał stratę Shirayuki najbardziej ze wszystkich. Nigdy nie pogodził się ze śmiercią No. Ona była jego całym światem, on kochał ją ponad życie. Nie mógł zaakceptować tej bolesnej prawdy. Tak bardzo ją kochał. W chwili kiedy No uroniła swoją piątą łzę, Niger postanowił, że choćby wszyscy inni zapomnieli, on nie zapomni kim była dla niego No. Taki jest. Diabel spełnił prośbę Sode i zajął się Rosalią. Po zakończeniu wojny zrozumiał ile szkód wyrządził Stadu Wiecznego Życia. On i jego podwładni wspólnie pomagali przy porządkach w stadzie Li. Na szczęście okazało się że straty po obu stronach nie były wielkie, choć nie każdemu udało się przeżyć.
- Jak się trzymasz Li? - powiedział któregoś dnia Diabel. Klacz westchnęła
- Wciąż nie mogę się pogodzić z faktem że Sode... że już jej nie ma. Ale spokojnie ja jakoś sobie poradzę. Bardziej martwię się o niego - Li wskazała kopytem na karego ogiera siedzącego przy Samotnej Rzece - To on najbardziej ucierpiał podczas tej wojny - Diabel spuścił głowę
- To wszystko moja wina - powiedział - Gdybym tylko nie rozpoczynał tej głupiej wojny to ona... ona by żyła
- Nie obwiniaj się Diabel. Sode wiedziała że prędzej czy później ją to czeka. Słyszałeś te przepowiednie prawda? Tak musiało być. Ona na zawsze pozostanie w naszej pamięci. Umierając udowodniła, że nawet tacy jak ona mają w sobie uczucia. I że nawet ty możesz się zmienić - alfa uśmiechnęła się delikatnie do ogiera. Diabel spojrzał klaczy prosto w oczy
- Li, dziękuję. - klacz uśmiechnęła się.
- Nie, to ja dziękuję. Gdyby nie ty, nie zdołalibyśmy się podnieść na równe nogi.
- Ale to przecież przez nas... nie, przeze mnie znaleźliście się w tej sytuacji. - zdziwił się Diabel. Li znów się uśmiechnęła
- Dla mnie nie ma znaczenia co stało się kiedyś. Ważne jest tylko to co dzieje się teraz. - Diabel kiwnął głową. Przywódcy obu stad zamilkli. Sfrunęłam z gałęzi na której siedziałam i poleciałam nad Samotną Rzekę. Wylądowałam na grzbiecie Nigera. Ogier spojrzał na mnie i uśmiechnął się smutno. Jak ja dobrze znałam ten uśmiech
- Hej Lily. - Niger wciąż był zrozpaczony. Jego rany już dawno się zagoiły, chociaż nie wszystkie...
- Wybacz mała. Gdyby nie ja, teraz siedziałabyś na grzbiecie Sode, a nie na moim.
- Nie mam ci tego za złe - powiedziałam, ale Niger nie mógł mnie zrozumieć. Uniosłam się z powrotem w powietrze i westchnęłam. Ogier również wstał i poszedł w swoją stronę. Zapewne czuł się winny temu co się stało. Mimo iż wszyscy powtarzali że nie miał z tym nic wspólnego. Mi też było ciężko. Choć wiedziałam, że któregoś dnia tak się stanie, że nie zniknę z tego świata na równi z No. Ja też byłam smutna. Poleciałam trochę wyżej i popatrzyłam z góry na miejsce w którym zazwyczaj przesiadywała, a z którego przed chwilą zszedł Niger. Unosiłam się nad nim, lecz nie wylądowałam. Trzepotałam skrzydełkami delikatnie i spokojnie. Od śmierci Sode śnieg nawet na chwilę nie przestał sypać. To pokazało jak bardzo No była kochana przez świat. Śniegiem padającym w lecie, ziemia chciała podziękować za wszystko co No zrobiła. Następnego dnia znów przyleciałam nad Samotną Rzekę. To był ostatni raz kiedy ją widziałam. Czułam że jeśli coraz bardziej będę wspominać No, tym bardziej będzie ją to bolało. Tego dnia kiedy po raz ostatni ujrzałam Samotną Rzekę, odeszłam. Nie wiedziałam dokąd się kierować, ani ile będę leciała. Może zdarzy się, że kiedyś spotkam jakąś samotną klacz, która będzie potrzebowała wsparcia innych. Być może będzie ona pusta i zamknięta w sobie, albo po prostu samotna i opuszczona. Zostanę z nią wtedy i na nowo nauczę cenić życie.

***

Jest jeszcze jedna rzecz której wam nie powiedziałam. Z pewnych źródeł dowiedziałam się, że na cześć No powstał przy Samotnej Rzece lodowy pomnik upamiętniający jej wierność i oddanie. Tak aby na zawsze pozostała w naszych sercach, a jej historia była przekazywana z pokolenia na pokolenie, tak aby już nikt nigdy o niej nie zapomniał. Po tych wydarzeniach Niger nie był już taki jak dawniej. Coraz więcej czasu spędzał nad Samotną Rzęką, miejscu, które tyle znaczyło dla No. Już nigdy nie okazał żadnej klaczy tego samego uczucia co Sode. On po prostu nie chciał o niej zapmnieć. Nigdy. Sode No Shirayuki była wyjątkową klaczą. Przez całe swoje życie była nazywana "Klaczą bez serca" . Zimna, pusta, samotna. To były pierwsze słowa które przychodziły na myśl tym którzy usłyszeli o niej po raz pierwszy. Lecz przy bliższym poznaniu ona wcale nie była taka jaką się wydawała. Tylko nieliczni mogli dostrzec że poprzez "samotność" No chciała ochronić tych których kochała i ochronić samą siebie przed bólem który wiąże się ze stratą bliskich osób. Nawet Shirayuki o tym nie wiedziała. Jedną z osób, które to odkryły byłam ja. Dzięki temu co No przeżyła w dzieciństwie stała się taka jaka jest. Nic na to nie poradzimy. Jednak w głębi serca No jest naprawdę wyjątkowa. A dzięki temu że żyła, zanim umarła dała wszystkim koniom na świecie nadzieję i wiarę w to że zarówno konie jak i ludzie mogą się zmienić na lepsze. Wystarczy tylko im pomóc i dać powód do życia. To prawda że istnieją rany tak głębokie, które nawet po zagojeniu pozostawiają trwałe i bolesne blizny. Jedną z takich blizn przez całe życie nosiła na sercu No. To dlatego pomimo chęci i wytrwałości nie mogła zaufać innym na tyle, na ile by chciała. Ale nawet z tą blizną, która pozostawiła po sobie wyraźny ślad, Sode umiała się zmienić. Chociaż po części, udowadniając, że każdy z nas ma w sobie choćby cień światła. I właśnie dlatego po jej śmierci, nikt nie nazywa ją już "Klaczą bez serca". Shirayuki stała się symbolem nadziei na lepsze życie. Symbolem, który wszyscy tak mocno kochali. A kiedy jakieś zabłąkane konie zawędrują nad Samotną Rzekę, na jej drugim brzegu zobaczą lodową rzeźbę. Spojrzą na nią, uśmiechną się i powiedzą:
- Tak, to Klacz z sercem. Klacz, która podbiła świat.

Sode No Shirayuki - Klacz z sercem. Ta lodowa rzeźba, stoi w Stadzie Wiecznego Życia przy Samotnej Rzece, aby uczcić pamięć klaczy, która chciała wybrać samotność, a która jednak wybrała miłość i poświęcenie. Nie stopnieje ona dopóty, dopóki istnieje choć jeden koń, który o niej pamięta.

środa, 12 lutego 2014

23. Śnieg i przepowiednia

Tak szybko przemija życie. Rodzisz się, żyjesz, umierasz. To niepodważalna zasada istniejąca na tym świecie. Nie ma czegoś takiego jak nieśmiertelność. Próba szukania jej, jest przejawem tchórzostwa. Coraz więcej ludzi i koni zapomina o tym. Na każdego przychodzi czas. Na jednych szybciej na innych później, ale każdy kiedyś umrze. Jednak nawet jeśli śmierć przychodzi tak nagle, a życie się kończy nie oznacza to naszego końca. Każdy ma na tym świecie jakieś zadanie do wypełnienia. Każde jest tak samo ważne. Każdy na tym świecie żyje dla jakiegoś celu. Ja, w końcu go odkryłam.
- Ni... ger - szepnęłam
- Sode... jestem tu. Spokojnie wydobrzejesz. Jakoś cię uleczymy - Niger dramatycznie próbował szukać wyjścia z sytuacji, lecz ja wiedziałam. Pokręciłam przecząco głową
- To już koniec. - ogier spojrzał na mnie zrozpaczony
- Co ty mówisz? Jaki koniec. Na pewno jutro będzie lepiej
- Ja już nie dożyje jutra - ta myśl nie przeraziła mnie. Nie odczuwałam niepokoju, tylko smutek. Jak będą się czuli inni po moim odejściu?
- Nie... nie... nie... - powtarzał Niger. W chwili kiedy zostałam zraniona wiele koni przestało walczyć. Wiele zrozumiało, że powód tej wojny powoli gaśnie. Bitewna wrzawa ustępowała. Pośród zbierającego się wokół mnie tłumu zdołałam dostrzec Li. Miała oczy we łzach
- Li... - szepnęłam - Czemu płaczesz? - klacz podeszła do mnie przerażona
- Sode, ty... krwawisz... - przekręciłam głowę i dostrzegłam powiększającą się kałuże krwi. Cios, który miał zabić Nigera zranił mnie w lewy bok.
- Nie szkodzi. - powiedziałam i uśmiechnęłam się słabo - To nic. Li. Wybacz - klacz spojrzała mi w oczy
- To ja powinnam przeprosić. Jestem alfą. Moim zadaniem jest ochrona stada. A ja... - pokręciłam przecząco głową
- Nie, mylisz się. To ja powinnam cię przeprosić. O wiele wcześniej. Powinnam przeprosić i... podziękować. Kiedy przygarnęłaś mnie do swojego stada, nie umiałam się w nim odnaleźć. Wiele koni traktowałam z pogardą i byłam wobec nich okrutna - tu spojrzałam na Nole. Była pierwszą klaczą która powitała mnie w Stadzie Wiecznego Życia - Nie dostrzegałam tego, ale taka jest prawda. Przepraszam również za to że nie umiałam wyznać ci prawdy. Ty... naprawdę wiele dla mnie znaczysz. Dziękuje że otworzyłaś mi serce. - Li znów spłynęło kilka łez - Nie smuć się. Prędzej czy później każdego kiedyś to spotka.
- Sode...
- Was też muszę przeprosić - zwróciłam głowę w stronę koni ze Stada Wiecznego Życia - Nie umiałam się zmienić.
- Sode No Shirayuki... Ja... To nic. - powiedziała Nola
- My zawsze wiedziałyśmy że w głębi serca taka nie jesteś - odparła Casidi - Kiedy ruszyłaś na pomoc Nigerowi zdradziłaś że nie jesteś taka bezduszna jak myśleliśmy - uśmiechnęłam się do nich. Tak wiele razy miałam okazję aby z nimi porozmawiać. Pośmiać się, zaprzyjaźnić... A ja tę szansę zmarnowałam. Na mój policzek spłynęła łza. Spojrzałam w górę. Niger płakał.
- Niger...
- Sode ja... to ja powinienem tu teraz leżeć, a nie ty. Poświęciłaś się dla mnie
- Nie mogłam siedzieć bezczynnie. Wiesz o tym. - ogier kiwnął głową - Każdego czeka taki los. Ważne żeby dobrze wykorzystać czas który nam daje. Nie rozumiałam tego. Przez tyle lat byłam samotna, a wystarczyło wyciągnąć kopyto. Wybacz że tak długo cię odtrącałam. Nie wiedziałam że można żyć inaczej. Od śmierci moich rodziców przestałam być sobą. To nie jestem prawdziwa ja. Gdyby nie cała ta wojna pomiędzy "lodem a ogniem" moje życie wyglądałoby teraz zupełnie inaczej.
- Sode No Shirayuki - usłyszałam. Był to tak dobrze mi znany głos
- Diabel... - ogier wyszedł spośród tłumu koni i spuścił głowę
- Ja... słyszałem co powiedziałaś. Muszę cię przeprosić. Nie wiedziałem, że wyrządzam ci taką krzywdę. Zawsze brałem wszystko co chciałem i nie rozumiałem uczuć innych. Wybacz. Na pewno przysporzyłem ci mnóstwo kłopotów.
- Nie przeczę. Ale to że przyznałeś się do błędu wiele dla mnie znaczy. W ramach przeprosin mam do ciebie jedną prośbę. Chodzi o Rosalię. Domyślam się, że nie miała łatwego dzieciństwa - Diabel kiwnął potwierdzająco głową - Jeszcze nie jest dla niej za późno. Wciąż jest młoda. Ale ona potrzebuje matki. Mądrej, odpowiedzialnej. Takiej która poświęci jej dużo czasu i obdarzy miłością. Proszę, nie pozwól żeby wybrała tę samą ścieżkę co ja. Samotność nie jest rozwiązaniem.
- Obiecuje.
- Dziękuje. Uwierz mi tak będzie dla niej najlepiej. Ty też musisz jej poświęcić więcej uwagi. To dobra dziewczyna. Ale jeśli dalej będzie kroczyła tą drogą nie będzie szczęśliwa. Ona nie jest usłana różami. Sama się o tym doskonale przekonałam. Wybierając taki tryb życia opuściły mnie wszelkie uczucia. Straciłam swoją szanse. Dla mnie nie ma już nadziei, ale ją wciąż można uratować. Długo szukałam celu mojej podróży, a w końcu gdy dobiegł jej kres znalazłam go. Gdy nareszcie poznałam odpowiedź na pytanie które dręczyło mnie tak długo, nie pozostaje mi nic innego jak po prostu się poddać. - pokręciłam przecząco głową - Nie. Ja nigdy się nie poddam. Wciąż będę z tym walczyć dopóki nie braknie mi sił. To jest sens mojego życia. Nadzieja. Właśnie ją miałam podarować światu. Wierzę, że mi się udało. - wszelkie walki ucichły. Całe stado pogrążyło się w ciszy.
- Sode... Nie chce żebyś odeszła - Niger ciężko przeżywał poznaną prawdę - Ty... ty...nie możesz odejść. Co ja bez ciebie zrobię? - spojrzałam mu prosto w oczy. Były przepełnione bólem. Smucił się z mojego powodu. Uśmiechnęłam się smutno i odparłam:
- Będziesz żył dalej. Po prostu żyj i żyj tak, aby przeżyć. Proszę, nie smuć się. Jeśli będziesz się zamartwiał to i mnie będzie ciężko. Wiem że nie byliśmy razem zbyt długo, ale cieszę się z każdej chwili spędzonej wspólnie z tobą. Każda sekunda była na wagę złota. To że mogłam żyć z tobą było... dziękuje.
- Dziękuje - szepnął Niger
- Lily - jak na komendę nad moją głową pojawiła się Lily. Powoli i stopniowo zaczęło się ochładzać, aż w końcu z nieba spadły pierwsze płatki śniegu.
- No
- Lily, dziękuje. - nie potrzebowałam wielu słów aby wyrazić Lily co czuję. To dzięki niej jestem teraz tu gdzie jestem. Dzięki niej mogłam spotkać konie takie jak Li czy Niger. Słowa mogą bardzo zaboleć. Jedno słowo może zmienić cały twój świat. Są również takie słowa, które zastępują wszystkie inne. Powoli zaczynało brakować mi sił. Coraz ciężej mi się oddychało. Z trudem mogłam zachować przytomność. Rana była głęboka i zbyt dotkliwa aby o niej zapomnieć. I ta na moim ciele i ta na moim sercu. Śnieg sypał coraz mocniej, ale nikomu nie robił krzywdy. Śnieżnobiałe płatki śniegu zaczęły opadać wokół mnie, na moją ranę i wszystko dookoła. Ostatni raz spojrzałam na Nigera i ostatkiem sił wyszeptałam
- Nie zapomnij. - powoli opadały mi powieki. Nie mogłam dłużej wytrzymać. Ostatni raz poczułam powiew wiatru, ostatni raz usłyszałam chlupot wody w Samotnej Rzece. I ostatni raz w całym moim życiu spłynęła mi po policzku łza. Ostatnia łza Śnieżnego Konia.

środa, 5 lutego 2014

22. Poświęcenie

Żyj lub giń. Taka jest zasada wojny. Jedyna jaka istnieje. Każdy wkraczając na pole bitwy musi się liczyć z konsekwencjami tej decyzji. Walka stawała się coraz bardziej zacięta. Pomimo wielu strat żadna ze stron nie chciała się poddać. Wszyscy walczyli do ostatniej kropli krwi. Jednak po tak długiej bitwie konie zaczynały powoli tracić siły. Niektórzy starali się unikać zabijania lecz ja pokonałam już mnóstwo wrogów. Nie miałam dla nikogo litości. Pomogłam także wielu koniom z mojego stada, lecz oni byli bardziej przerażeni niż wdzięczni. W miarę jak walka stawała się groźniejsza i bardziej zacięta ja traciłam resztki uczuć. Byłam bezwzględna, okrutna i przede wszystkim... żądna krwi. Nawet gdy próbowałam być miła moje oczy zdawały się mówić coś zupełnie innego. Były puste i zimne. Raz za razem powalałam przeciwników na ziemie. Wiele razy próbowali mnie okrążyć lecz za każdym razem byłam sprytniejsza od nich. Jednak pomimo szalejącej burzy w moim sercu, pamiętałam o Nigerze. Co chwilę na niego zerkałam. Widziałam że był już zmęczony. Jego rany nie zagoiły się całkowicie. Bałam się że mogą mu się otworzyć więc nie odstępowałam go nawet na krok. Ogier starał się to ukryć lecz ja dobrze wiedziałam co się dzieję. W trakcie walki wszystko może się zdarzyć. Byłam na to gotowa. Ale straciłam grunt pod nogami kiedy ujrzałam Diabela. W jednej sekundzie zapomniałam o całym świecie. Szłam prosto na niego. Popychałam i odtrącałam inne konie. Myślałam tylko o jednym. O nim. W końcu ogier dostrzegł mnie i uśmiechnął się złośliwie. Stanęłam na przeciw niemu. Patrzyłam w jego pozbawioną skrupułów twarz. Milczałam
- Mam nadzieję że wojna ci się podoba. To mój prezent weselny dla ciebie. Wiem jak przepadasz za zapachem krwi. - Diabel zaśmiał mi się w twarz
- Nadal marzysz że ci się poddam?
- Ja to wiem kochana. Taki jest twój los, twoje przeznaczenie - na słowo przeznaczenie coś we mnie wybuchło. Poczułam przeszywający mnie ból i cierpienie. Czułam całą rozpacz jaką doznałam w całym moim życiu. Spuściłam łeb, zamknęłam oczy i odezwałam się cicho
- Ty...  ty... nie masz pojęcia... nie masz pojęcia co ja przeszłam. Nic, a nic o mnie nie wiesz... traktujesz mnie jak jakiś przedmiot... jak jakiś nic nie warty śmieć... - powoli podniosłam głowę i otworzyłam oczy - I ty śmiesz mówić o moim przeznaczeniu?
- Moja droga po co te nerwy - Diabel zaczął się cofać w stronę zagłębienia przy wielkiej skale naprzeciw Samotnej Rzeki. Szedł prosto w pułapkę
- Jak śmiesz?! Ty nic nie rozumiesz! Nigdy nikogo nie kochałeś, nigdy nikogo nie pocieszałeś. Skąd ty możesz o mnie cokolwiek wiedzieć?!
- Uwierz mi wiem aż za dużo. - ogier obejrzał się dookoła, i uśmiechnął lekko. Nie zwróciłam na to uwagi - Wiem o tobie absolutnie wszystko co trzeba mi wiedzieć i wiem również że jesteś bardzo łatwowierna
- O co ci... - w tamtym momencie zrozumiałam że to nie Diabel wpadł w pułapkę, lecz ja sama. Spojrzałam się szybko w obie strony. Zewsząd zaczęły mnie otaczać konie Diabela.
- Podoba się? Domyślałem się że nie tak łatwo cię obejść więc postanowiłem zajść cię od tyłu.
- To nieuczciwe zagranie
- Widzę że ty kompletnie nie znasz życia. Na wojnie wszystkie ruchy dozwolone - odparł ogier ze śmiechem
- Hej, kopę lat Sode - zarżałam. Poznałam ten głos. To była Rosalia
- Moja droga, jak ty się zwracasz do przyszłej matki? Przecież wiesz, że nie lubi jeśli nie zwracać się do niej pełnym imieniem
- Tak ojcze - Rosalia skłoniła się Diabelowi. Ja zaś obejrzałam się na niego ze zdziwieniem
- Och nie powiedziałem ci? Otóż kiedy już będziesz moja Rosalia stanie się twoją drogą córeczką. W końcu to także moja córka.
- Moja matka nigdy nie była zbyt mądra. Nigdy jej nie lubiłam. Kiedy ojciec ją zabił poczułam się jakby kamień spadł mi z serca. Wkrótce potem powiedział że ma na oku inną klacz, która idealnie nadaje się do stanowiska samicy alfa Stada Mrocznych Tajemnic. Nie chciałam ci nic mówić. To miała być niespodzianka. Kiedy tylko cię zobaczyłam od razu wiedziałam że będziesz lepszą matką niż Sandra. - słowa Rosalii wzbudziły we mnie odrazę do Diabela. Jak ona mogła mówić tak o własnej matce? Byłam pewna że to sprawka jej ojca.
- Nie cieszysz się? Razem z Rosalią będziemy stanowić rodzinkę. Przygotuj się.
- Za nic.
- Słucham?
- Nigdy nie będziemy żyć razem. Moje serce należy już do innego. Nie zmienisz tego choćbyś nie wiem jak się starał. Pogódź się z tym. A ja po prostu będę szła dalej. - postanowiłam położyć wszystko na jedną kartę. Zebrałam się w sobie i w jednej chwili powaliłam 3 konie.
- Do ataku! - krzyknął Diabel - Jeśli aż tak bardzo będziesz się opierać, zmuszę cię siłą! - byłam świetnie wyszkolona do walki przez samo życie. Mój charakter kształtowało cierpienie. Musiałam podjąć wiele trudnych decyzji. Mimo to wiedziałam że tamci mieli przewagę liczebną. Nie zamierzałam się jednak poddać. Diabel wysyłał na mnie wciąż nowych wojowników. Powoli zaczynałam się męczyć. Właśnie zaszarżowałam pokonując kolejnego przeciwnika gdy zobaczyłam jak kilka metrów dalej Niger walczył na śmierć i życie z innym koniem. Ogarnęło mnie jeszcze większe przerażenie gdy dostrzegłam jak Niger upada. Był ranny. Krwawił. Szybko rozejrzałam się dookoła. Nie miałam drogi ucieczki. Gdybym tylko mogła się do niego dostać. Gdybym tylko nie poszła wtedy za Diabelem. Zamknęłam oczy. Przez chwilę byłam gotowa się poddać, byleby tylko Niger był bezpieczny. Byłam zrozpaczona, gdy wtem ktoś przypomniał mi co muszę zrobić.
- Sode No Shirayuki. - otworzyłam gwałtownie oczy. Przede mną pojawiła się Lily - Tylko nie mów że chcesz się poddać? Tyle przeszłaś. Chyba nie chcesz do końca życia żyć z Diabelem bez osób które naprawdę kochasz? Wierzę że dasz radę. Ty też musisz uwierzyć! Nie pozwól aby w twoim sercu znów pojawił się ten ból. Ocal go. Uratuj tego, który uratował ciebie.
- Lily... - spojrzałam na Nigera, był na granicy życia i śmierci. Potężny ogier szykował się do ostatecznego ataku. - Jestem gotowa. - Lily uśmiechnęła się smutno i tym razem nie wleciała do mojej grzywy. Poleciała w górę. Czuwała nade mną. Wiedziała, że to już koniec. Wyprężyłam się. Zebrałam całą swoją odwagę, całą siłę jaka mi została i... skoczyłam. Ten skok przesądził o moim przeznaczeniu. Przypieczętowałam nim swój los. To właśnie przez ten skok jestem teraz tu gdzie jestem. Do końca mojego życia byłam wdzięczna Lily za słowa które wypowiedziała i bez których nie skoczyłabym. To właśnie dzięki niej mogłam uratować tego, którego tak kocham.
- Nooooo!!!