Niger stawał się coraz bardziej natarczywy. Ciągle do mnie zagadywał i próbował mnie zrozumieć. Jakby mu się to udało... Cały czas mnie denerwował. Chodził za mną w kółko i nie dawał chwili spokoju. Ciągle musiałam przenosić się w inne miejsce. Lily nie odezwała się do mnie słowem od czasu rozmowy z Nigerem. Miałam wrażenie, że cały świat jest przeciwko mnie. Któregoś dnia kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam na ziemi napisaną wiadomość. " Przyjdź w południe pod granice stada " .- Och, znowu on? Nie daje mi chwili spokoju. - postanowiłam jednak pójść i raz na zawsze przemówić mu do rozsądku. Miałam całe przedpołudnie dla siebie. Postanowiłam wykorzystać ten czas na rozmowę z Lily.
- Lily? - zaczęłam - Chciałabym pogadać.
- A o czym? - spytała beztrosko wylatując z mojej grzywy.
- No... wiesz... o tym co się nie dawno stało. - nie wiedziałam co mam powiedzieć. W końcu to nie była moja wina. Emocje wzięły nade mną górę.
- Och, a już myślałam że będziesz mnie ignorować do końca życia. Posłuchaj No, - zaczęła siadając na moim pysku - wyszło jak wyszło ale to nie powód, żebyśmy przestały się ze sobą przyjaźnić.
- No wiem, ale... wciąż mi głupio. Przecież złamałam obietnicę. - była to prawda. Przed dołączeniem do tego stada, obiecałam Lily że przestanę krzyczeć na innych. Niestety mi to nie wyszło...
- To cię tylko umocniło. Teraz zanim zaczniesz na kogoś krzyczeć, zastanowisz się nim powiesz coś co może tego kogoś urazić. Każdy na tym świecie ma jakieś swoje słabości, ale przecież to właśnie one czynią cię lepszym i mądrzejszym. Nie ma powodu do wstydzenia się ze swoich wad. Wręcz przeciwnie. Należy być z nich dumnym, bo to właśnie one czynią cię tym kim jesteś. - uśmiechnęłam się. Lily miała rację. Cieszę się, że jednak nasza przyjaźń się nieskończyła. Przez resztę przedpołudnia razem z Lily plotkowałyśmy sobie na różne tematy, a kiedy wreszcie słońce było już wysoko ruszyłam w kierunku granic stada. Na miejscu czekał Niger.
- Więc jednak przyszłaś Sode No Shirayuki. - ucieszył się. Spojrzałam do góry i westchnęłam. Ogier podszedł bliżej.
- Chce żebyśmy sobie coś raz na zawsze wyjaśnili... - zaczęłam, ale Niger wtrącił mi się w słowo
- Właśnie o to mi chodziło. Posłuchaj... Sode ja...
- Nie mów do mnie Sode - ostrzegłam go
- Ach, no tak przepraszam. Więc... chciałem cię przeprosić, za tamto wcześniejsze. Ja nie wiedziałem i... - zaciął się. Domyśliłam się, że nie ściągnął mnie tu tylko aby mnie przeprosić. Wziął głęboki oddech i powiedział:
- Posłuchaj... ja wiem że znamy się niedługo... ale chce powiedzieć że... ja... - wziął jeszcze jeden głęboki oddech i:
- Sode No Shirayuki, kocham cię! - krzyknął. To wytrąciło mnie z równowagi. Już chciałam mu odpowiedzieć, że nie obchodzi mnie jego miłość i żeby dał mi wreszcie spokój, ale nagle... poczułam dziwny ból. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Traciłam powoli wszystkie siły. Niger upadł. Rozejrzałam się jeszcze szybko dookoła. Za mną stał człowiek ze strzelbą. Jeszcze raz się zachwiałam i znów poczułam silny ból. Nie mogłam dłużej z nim walczyć. Nogi ugieły się pode mną i upadłam. Zdołałam jeszcze dostrzec idącego w moim kierunku człowieka, z obojętnym wyrazem twarzy...
wtorek, 29 października 2013
środa, 23 października 2013
7. Złamane serce
Wpatrywałam się w niego dłuższą chwilę, z szeroko otwartymi oczami. Zgaduje że wyglądało to dosyć dziwnie ponieważ ów ogier odezwał się niepewnym głosem:
- Coś ci się stało? - otrząsnęłam się i po chwili wróciłam do swojego dawnego zachowania
- Nie. A teraz odejdź, nie mam ochoty na twoje towarzystwo.
- Oj, nie nie, czekaj. Mam na imię Niger. A ty? - zapytał
- Nie twoja sprawa - odparłam. Chciałam iść dalej, ale ten zagrodził mi drogę.
- Czekaj, proszę. - poprosił. Chyba nie wiedział co powiedzieć, bo zamilkł a ja skorzystałam z okazji i ruszyłam przed siebie.
- Był całkiem miły... i przystojny - odezwała się Lily.
- Och, daj spokój. To na pewno przypadek. Wyglądał jakby mnie spotkał pierwszy raz w życiu.
- Nie mówię, że nie... - Lily westchnęła i wleciała do mojej grzywy. A ja położyłam się na trawie i usnęłam.
***
Następnego dnia postanowiłam przejść się na spacer. Na moje nieszczęście znów spotkałam tego "przystojnego" ogiera. Gdy tylko mnie zobaczył natychmiast podbiegł w moim kierunku.
- Hej, pamiętasz mnie? Spotkaliśmy się wczoraj. - uśmiechnął się
- A jakże - odparłam lekceważącym tonem
- Wczoraj dołączyłaś do stada, prawda? Li wszystko mi powiedziała. Nazywasz się Sode No Shirayuki tak?
- Nawet jeśli co ci do tego. - Niger nie poddawał się tak łatwo
- Przepraszam jeśli coś ci powiedziałem. Nie chciałem cię niczym urazić. - zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć z mojej grzywy wyleciała Lily
- Nie musisz jej za nic przepraszać. To nie twoja wina. Tylko jej charakteru. - powiedziała do Nigera ale niestety zwykły ziemski koń nie był w stanie zrozumieć mowy Mroźnego Motyla.
- Jaki ładny motylek. To twój zwierzaczek?
- Że niby jak?! - oburzyłam się - Lily to żaden zwierzaczek, to moja przyjaciółka i wiesz co... żegnam! - wściekła popędziłam galopem w stronę lasu. Chciałam jak najszybciej uciec od tego głupiego stada. W końcu zatrzymałam się pod jakimś wielkim rozłożystym drzewem. Lily nic nie powiedziała, tylko schowała się w mojej grzywie. A ja obrażona na cały świat i każde żywe stworzenie znów pozostałam sama. Towarzyszyły mi tylko łzy... i złamane serce.
- Coś ci się stało? - otrząsnęłam się i po chwili wróciłam do swojego dawnego zachowania
- Nie. A teraz odejdź, nie mam ochoty na twoje towarzystwo.
- Oj, nie nie, czekaj. Mam na imię Niger. A ty? - zapytał
- Nie twoja sprawa - odparłam. Chciałam iść dalej, ale ten zagrodził mi drogę.
- Czekaj, proszę. - poprosił. Chyba nie wiedział co powiedzieć, bo zamilkł a ja skorzystałam z okazji i ruszyłam przed siebie.
- Był całkiem miły... i przystojny - odezwała się Lily.
- Och, daj spokój. To na pewno przypadek. Wyglądał jakby mnie spotkał pierwszy raz w życiu.
- Nie mówię, że nie... - Lily westchnęła i wleciała do mojej grzywy. A ja położyłam się na trawie i usnęłam.
***
Następnego dnia postanowiłam przejść się na spacer. Na moje nieszczęście znów spotkałam tego "przystojnego" ogiera. Gdy tylko mnie zobaczył natychmiast podbiegł w moim kierunku.
- Hej, pamiętasz mnie? Spotkaliśmy się wczoraj. - uśmiechnął się
- A jakże - odparłam lekceważącym tonem
- Wczoraj dołączyłaś do stada, prawda? Li wszystko mi powiedziała. Nazywasz się Sode No Shirayuki tak?
- Nawet jeśli co ci do tego. - Niger nie poddawał się tak łatwo
- Przepraszam jeśli coś ci powiedziałem. Nie chciałem cię niczym urazić. - zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć z mojej grzywy wyleciała Lily
- Nie musisz jej za nic przepraszać. To nie twoja wina. Tylko jej charakteru. - powiedziała do Nigera ale niestety zwykły ziemski koń nie był w stanie zrozumieć mowy Mroźnego Motyla.
- Jaki ładny motylek. To twój zwierzaczek?
- Że niby jak?! - oburzyłam się - Lily to żaden zwierzaczek, to moja przyjaciółka i wiesz co... żegnam! - wściekła popędziłam galopem w stronę lasu. Chciałam jak najszybciej uciec od tego głupiego stada. W końcu zatrzymałam się pod jakimś wielkim rozłożystym drzewem. Lily nic nie powiedziała, tylko schowała się w mojej grzywie. A ja obrażona na cały świat i każde żywe stworzenie znów pozostałam sama. Towarzyszyły mi tylko łzy... i złamane serce.
środa, 16 października 2013
6. Tajemniczy ogier
Li nie była taka jak pozostałe konie. Potrafiła w każdym dostrzec dobre cechy. Była pierwszym koniem, który rozmawiał ze mną dłużej niż 5 minut.
- Jesteś taka od urodzenia czy coś się stało? - spytała w drodze do stada.
- Nie twoja sprawa. - powiedziałam sucho - Dołączyłam do tego twojego stada tylko dlatego, że Lily mnie poprosiła. - na dźwięk swojego imienia Lily wyleciała z mojej grzywy.
- To tylko dla twojego dobra. - powiedziała. Westchnęłam i zwróciłam się w stronę Li:
- Tak w ogóle to czemu nie zdziwiłaś się widząc moje moce? Każdy normalniejszy koń uciekłby z wrzaskiem.
- Wiesz... tak szczerze mówiąc też się trochę przestraszyłam, ale jednak... coś mnie zatrzymało. No jesteśmy na miejscu. - dodała po chwili. Rozejrzałam się wokół. Byłyśmy na dużej łące. Wszędzie była soczysta trawa, a słońce dawało się mocno we znaki. W oddali zobaczyłam pasące się konie. Wtem przed moimi oczami pojawiła się Lily.
- Nawet o tym nie myśl. - powiedziała stanowczo
- Oj, przecież wiem. - odparłam. Pozostałe konie chyba zauważyły Li , bo zaraz pogalopowały w naszym kierunku.
- Hej Li. Gdzie byłaś? Kto to? - spytała jakaś klacz.
- Witaj Nicol. To jest Sode No Shirayuki. Od dziś należy do naszego stada.
- Fajnie. Nowych członków nigdy dość.
- Cześć, nazywam się Nola. Miło mi - przywitała się inna klacz
- A mi nie, spadaj. - odparłam sucho. Nola stanęła jak posąg. Po chwili jednak odezwała się do Li niepewnym głosem:
- Jesteś pewna? Ona nie wygląda mi... na duszę towarzystwa. - Li pokiwała tylko głową
- Jest jaka jest, ale proszę uszanujcie jej charakter. No dobrze koniec tego zbiegowiska. Oprowadzić cię po reszcie stada Sode? -zwróciła się do mnie.
- Nie dziękuje. Nie mam 5 miesięcy. Aha, jeszcze jedna rzecz. Nie mów do mnie Sode. Jasne? - odwróciłam się i poszłam w swoją stronę.
- No wiesz co, nieładnie się zachowałaś. - skarciła mnie Lily.
- Wiem, wiem. Ale nie zmienię się choćbym nie wiem jak próbowała - Lily westchnęła i postanowiła zmienić temat.
- A jak ten tajemniczy ogier? Wciąż ci się śni po nocach?
- Tak. Nie mam pojęcia kim on jest. Nie przypominam sobie żebym go kiedyś spotkała.
- A może to wybranek twojego losu? - zażartowała Lily
- Ha ha ha. Bardzo śmieszne. - skomentowałam - Wątpię czy jeszcze kiedyś go spotkam. A poza tym, to mi się pewnie przywidziało.
- Jesteś tego absolutnie pewna No? - powiedziała Lily dziwnym głosem.
- Oczywiście. A czemu pytasz? - Lily wpatrywała się w coś za mną i zawisła w powietrzu jak skamieniała.
- Jeśli naprawdę tak jest, to lepiej się odwróć. - nie wiedziałam o co jej chodzi. Odwróciłam się powoli i otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Przede mną stał "tejemniczy ogier".
- Jesteś taka od urodzenia czy coś się stało? - spytała w drodze do stada.
- Nie twoja sprawa. - powiedziałam sucho - Dołączyłam do tego twojego stada tylko dlatego, że Lily mnie poprosiła. - na dźwięk swojego imienia Lily wyleciała z mojej grzywy.
- To tylko dla twojego dobra. - powiedziała. Westchnęłam i zwróciłam się w stronę Li:
- Tak w ogóle to czemu nie zdziwiłaś się widząc moje moce? Każdy normalniejszy koń uciekłby z wrzaskiem.
- Wiesz... tak szczerze mówiąc też się trochę przestraszyłam, ale jednak... coś mnie zatrzymało. No jesteśmy na miejscu. - dodała po chwili. Rozejrzałam się wokół. Byłyśmy na dużej łące. Wszędzie była soczysta trawa, a słońce dawało się mocno we znaki. W oddali zobaczyłam pasące się konie. Wtem przed moimi oczami pojawiła się Lily.
- Nawet o tym nie myśl. - powiedziała stanowczo
- Oj, przecież wiem. - odparłam. Pozostałe konie chyba zauważyły Li , bo zaraz pogalopowały w naszym kierunku.
- Hej Li. Gdzie byłaś? Kto to? - spytała jakaś klacz.
- Witaj Nicol. To jest Sode No Shirayuki. Od dziś należy do naszego stada.
- Fajnie. Nowych członków nigdy dość.
- Cześć, nazywam się Nola. Miło mi - przywitała się inna klacz
- A mi nie, spadaj. - odparłam sucho. Nola stanęła jak posąg. Po chwili jednak odezwała się do Li niepewnym głosem:
- Jesteś pewna? Ona nie wygląda mi... na duszę towarzystwa. - Li pokiwała tylko głową
- Jest jaka jest, ale proszę uszanujcie jej charakter. No dobrze koniec tego zbiegowiska. Oprowadzić cię po reszcie stada Sode? -zwróciła się do mnie.
- Nie dziękuje. Nie mam 5 miesięcy. Aha, jeszcze jedna rzecz. Nie mów do mnie Sode. Jasne? - odwróciłam się i poszłam w swoją stronę.
- No wiesz co, nieładnie się zachowałaś. - skarciła mnie Lily.
- Wiem, wiem. Ale nie zmienię się choćbym nie wiem jak próbowała - Lily westchnęła i postanowiła zmienić temat.
- A jak ten tajemniczy ogier? Wciąż ci się śni po nocach?
- Tak. Nie mam pojęcia kim on jest. Nie przypominam sobie żebym go kiedyś spotkała.
- A może to wybranek twojego losu? - zażartowała Lily
- Ha ha ha. Bardzo śmieszne. - skomentowałam - Wątpię czy jeszcze kiedyś go spotkam. A poza tym, to mi się pewnie przywidziało.
- Jesteś tego absolutnie pewna No? - powiedziała Lily dziwnym głosem.
- Oczywiście. A czemu pytasz? - Lily wpatrywała się w coś za mną i zawisła w powietrzu jak skamieniała.
- Jeśli naprawdę tak jest, to lepiej się odwróć. - nie wiedziałam o co jej chodzi. Odwróciłam się powoli i otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Przede mną stał "tejemniczy ogier".
środa, 9 października 2013
5. Wędrówka i co przyjdzie potem
Postanowiłam opuścić Las Wiecznej Zimy i wyruszyć w podróż szukając sensu życia. Nie wiem czy uda mi się go odnaleźć, ale nigdy nie traciłam w to wiary. To było jedyne w co wierzyłam. Jedyne w co mogłam uwierzyć. Straciłam wszystko co było mi bliskie i dlatego z kolei stałam się taka jaka jestem. Nie miałam domu. Nie zostawałam w jednym miejscu dłużej niż tydzień. Bo i po co? Nie miałam tam nic co kochałam, co było mi drogie. W czasie mojej wędrówki spotykałam wiele koni. Wiele także zapraszało mnie do swoich stad. Wszyscy byli bardzo serdeczni. Lecz tylko do czasu. Nie znali mnie i mojego charakteru. Gdy tylko zamienili ze mną kilka słów, odwracali się do mnie plecami i nie chcieli mieć ze mną nic wspólnego. A ja po prostu szłam dalej. Nie chciałam mieć z nikim do czynienia. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Od chwili gdy zamordowano mi rodzine, stałam się cicha i skryta. Nie chciałam niczyjego towarzystwa i nadal nie chce. Taka jest prawda. Teraz jak o tym pomyślę być może Lily miała rację i podświadomie nie chciałam się do nikogo zbliżać, aby nie pogłębiać tej pustki po stracie ukochanej osoby, którą nosze w sercu. Być może już na zawsze taka zostanę? Któż to wie. Z każdym dniem wędrowałam coraz dalej i dalej. Pewnego dnia zawędrowałam nad rwącą rzekę. Gdy się do niej zbliżyłam ujrzałam w wodzie twarze koni układające się ze spienionej wody. Podeszłam bliżej i nie mogłam uwierzyć. To były twarze moich rodziców. Schylałam się coraz bliżej i bliżej, w pewnym momencie prawie dotykałam pyskiem wody gdy nagle:
- Nie radzę ci się za bardzo zbliżać. - odwróciłam się gwałtownie. Za mną stała klacz.
- A czemuż to? - zapytałam trochę lekceważąco
- Ta rzeka to Rzeka Śmierci. Kiedyś zginęło tu mnóstwo koni. - spojrzałam jeszcze raz na wodę jednak moi rodzice zniknęli. Westchnęłam i przysiadłam na brzegu.
- Mam na imię Li, a ty? - przywitała się. Widać nie zniechęciła się moim złym humorem. Przez dłuższą chwilę milczałam, lecz gdy zrozumiałam że nie zamierza ustąpić poddałam się
- Sode No Shirayuki.
- Miło mi cię poznać. Co tu robisz? - spytała
- Nic co mogłoby cię zainteresować. - powiedziałam trochę smutno. Nagle z mojej grzywy wyleciała Lily.
- Czy to Mroźny Motyl? - spytała Li, wyraźnie zainteresowana - Słyszałam, że są bardzo rzadkie. - Lily usiadła jej na pysku, a ja zrezygnowana odparłam:
- Tak, nazywa się Lily. - Lily sfrunęła z pyska Li i wylądowała na moim grzbiecie. Klacz podeszła do mnie trochę bliżej i przysiadła niedaleko mnie nad brzegiem, a ja wytworzyłam między nami mur z lodu. Nie lubiłam przebywać w towarzystwie innych, miałam nadzieję że mur odczepi ode mnie Li i klacz zrozumie mój charakter, jednak ona za nic w świecie nie dawała za wygraną. Uśmiechnęła się tylko i powiedziała:
- To chyba znaczy, że niezbyt lubisz inne konie.
- Owszem, a ty nie jesteś wyjątkiem. - szczerze mówiąc zaskoczył mnie fakt, iż nie zdziwiły jej moje moce. Lily znów sfrunęła z mojego grzbietu i usiadła na szczycie lodowego muru. Li patrzyła na nią przez chwilę, aż w końcu wstała obróciła się i zanim odeszła rzuciła jeszcze w moją stronę:
- Prowadzę Stado Wiecznego Życia. Każdy koń jest tu mile widziany. Nawet taki samotnik jak ty. - i ruszyła do swego stada. Znowu westchnęłam ciężko i spojrzałam na Mroźnego Motyla.
- No co? A co miałam niby według ciebie zrobić? Błagać by mnie przyjęła? Przecież dobrze mnie znasz. - Lily zatrzepotała błękitnymi skrzydełkami w mroźne wzorki, a ja znowu westchnęłam i powiedziałam cicho:
- No niech ci będzie. Ale to był twój głupi pomysł. - wstałam i dodałam jeszcze - Wskakuj. - Lily sfrunęła z topniejącego już muru wprost do mojej grzywy, a ja popędziłam galopem w stronę gdzie poszła Li. Zanim mój lodowy mur całkiem się roztopił, ja należałam już do Stada Wiecznego Życia.
- Nie radzę ci się za bardzo zbliżać. - odwróciłam się gwałtownie. Za mną stała klacz.
- A czemuż to? - zapytałam trochę lekceważąco
- Ta rzeka to Rzeka Śmierci. Kiedyś zginęło tu mnóstwo koni. - spojrzałam jeszcze raz na wodę jednak moi rodzice zniknęli. Westchnęłam i przysiadłam na brzegu.
- Mam na imię Li, a ty? - przywitała się. Widać nie zniechęciła się moim złym humorem. Przez dłuższą chwilę milczałam, lecz gdy zrozumiałam że nie zamierza ustąpić poddałam się
- Sode No Shirayuki.
- Miło mi cię poznać. Co tu robisz? - spytała
- Nic co mogłoby cię zainteresować. - powiedziałam trochę smutno. Nagle z mojej grzywy wyleciała Lily.
- Czy to Mroźny Motyl? - spytała Li, wyraźnie zainteresowana - Słyszałam, że są bardzo rzadkie. - Lily usiadła jej na pysku, a ja zrezygnowana odparłam:
- Tak, nazywa się Lily. - Lily sfrunęła z pyska Li i wylądowała na moim grzbiecie. Klacz podeszła do mnie trochę bliżej i przysiadła niedaleko mnie nad brzegiem, a ja wytworzyłam między nami mur z lodu. Nie lubiłam przebywać w towarzystwie innych, miałam nadzieję że mur odczepi ode mnie Li i klacz zrozumie mój charakter, jednak ona za nic w świecie nie dawała za wygraną. Uśmiechnęła się tylko i powiedziała:
- To chyba znaczy, że niezbyt lubisz inne konie.
- Owszem, a ty nie jesteś wyjątkiem. - szczerze mówiąc zaskoczył mnie fakt, iż nie zdziwiły jej moje moce. Lily znów sfrunęła z mojego grzbietu i usiadła na szczycie lodowego muru. Li patrzyła na nią przez chwilę, aż w końcu wstała obróciła się i zanim odeszła rzuciła jeszcze w moją stronę:
- Prowadzę Stado Wiecznego Życia. Każdy koń jest tu mile widziany. Nawet taki samotnik jak ty. - i ruszyła do swego stada. Znowu westchnęłam ciężko i spojrzałam na Mroźnego Motyla.
- No co? A co miałam niby według ciebie zrobić? Błagać by mnie przyjęła? Przecież dobrze mnie znasz. - Lily zatrzepotała błękitnymi skrzydełkami w mroźne wzorki, a ja znowu westchnęłam i powiedziałam cicho:
- No niech ci będzie. Ale to był twój głupi pomysł. - wstałam i dodałam jeszcze - Wskakuj. - Lily sfrunęła z topniejącego już muru wprost do mojej grzywy, a ja popędziłam galopem w stronę gdzie poszła Li. Zanim mój lodowy mur całkiem się roztopił, ja należałam już do Stada Wiecznego Życia.
środa, 2 października 2013
4. Sens życia
Dlaczego żyjesz? Po co stworzył cię ten świat? Jaki jest sens twojego życia? Osobiście bardzo chciałam poznać odpowiedzi na te pytania. Dręczyły mnie one od tego pamiętnego dnia. Od dnia, do którego często wracam wspomnieniami. I pamiętam to tak dobrze jakby to było wczoraj. Był to piękny choć mroźny dzień. Razem z Lily, która całymi dniami przesiadywała w mojej grzywie, chodziłam po lesie szukając... no właśnie czego? Czego szukałam? Wtedy nie zdawałam sobie z tego jeszcze sprawy, lecz gdy teraz o tym pomyślę, być może szukałam po prostu sensu życia. Pewnego dnia odpoczywałam sobie na śniegu, tuż przy granicy lasu. W pewnym momencie zobaczyłam idącego w moim kierunku konia. Był to kary ogier. Przymrużyłam oczy żeby lepiej widzieć, lecz nie wyglądał mi na znajomego. Stąpał powoli po białym puchu z wielką gracją i lekkością.`Był coraz bliżej i bliżej. Stanął kilka metrów przede mną. Nie lubiłam niczyjego towarzystwa, a on nie był wyjątkiem.
- Kim jesteś? Wynoś się. Nie chce żadnego towarzystwa. - ogier uśmiechnął się lekko. Nie zraził się moimi słowami.
- Dlaczego żyjesz? - to pytanie tak mnie zaskoczyło, że przez kilka minut nie mogłam nic powiedzieć. W końcu jednak otrząsnęłam się i wstałam ze śniegu.
- Spytałam kim jesteś i czego tu szukasz. - powiedziałam ostro. Ten znów się tylko uśmiechnął.
- Dlaczego żyjesz? - ponowił pytanie - Dla kogo żyjesz? Jaki jest sens twojego życia? - stałam w milczeniu i nie wiedziałam co powiedzieć. Pierwszy raz spotkałam takiego konia.
- Ja... ja... - zaczęłam - Ja... po prostu żyje... - tamten zrobił tylko tajemniczą mine i powiedział:
- Zatem nie wiesz po co żyjesz? Nie masz sensu życia. Aby go odkryć musisz szukać głębiej. - potem zrobił coś czego najmniej bym się spodziewała. Wyrecytował starą przepowiednie szamanki z mojego rodzinnego stada, jednak teraz brzmiała trochę inaczej
" Sensu życia nie znasz swego,
koń twoim wrogiem, nie znasz innego.
Córka przy życiu jeszcze zostanie,
pewnego dnia nagle zginie, w pamięci pozostanie "
Gdy skończył, odwrócił się i wrócił skąd przyszedł.
- Czekaj! - zawołałam - Co mam zrobić? - lecz było za późno. Kary ogier znikł. Długo się zastanawiałam nad jego słowami. Po co żyje? Tak, wędrowałam po to aby znaleźć odpowiedź na to pytanie. Życie to dar. Nie wolno go zmarnować. Każde jedno życie jest unikalne i wyjątkowe. Mimo to wiele istnień ginie, być może właśnie w tej chwili. Nie potrafiłam tego zrozumieć.Pomimo szansy jaką dał mi los, ja wciąż nie mogłam pojąć sensu mojego życia. Sensu, który był tak blisko, a jednak tak daleko. Czy kiedykolwiek uda mi się go odnaleźć?
- Kim jesteś? Wynoś się. Nie chce żadnego towarzystwa. - ogier uśmiechnął się lekko. Nie zraził się moimi słowami.
- Dlaczego żyjesz? - to pytanie tak mnie zaskoczyło, że przez kilka minut nie mogłam nic powiedzieć. W końcu jednak otrząsnęłam się i wstałam ze śniegu.
- Spytałam kim jesteś i czego tu szukasz. - powiedziałam ostro. Ten znów się tylko uśmiechnął.
- Dlaczego żyjesz? - ponowił pytanie - Dla kogo żyjesz? Jaki jest sens twojego życia? - stałam w milczeniu i nie wiedziałam co powiedzieć. Pierwszy raz spotkałam takiego konia.
- Ja... ja... - zaczęłam - Ja... po prostu żyje... - tamten zrobił tylko tajemniczą mine i powiedział:
- Zatem nie wiesz po co żyjesz? Nie masz sensu życia. Aby go odkryć musisz szukać głębiej. - potem zrobił coś czego najmniej bym się spodziewała. Wyrecytował starą przepowiednie szamanki z mojego rodzinnego stada, jednak teraz brzmiała trochę inaczej
" Sensu życia nie znasz swego,
koń twoim wrogiem, nie znasz innego.
Córka przy życiu jeszcze zostanie,
pewnego dnia nagle zginie, w pamięci pozostanie "
Gdy skończył, odwrócił się i wrócił skąd przyszedł.
- Czekaj! - zawołałam - Co mam zrobić? - lecz było za późno. Kary ogier znikł. Długo się zastanawiałam nad jego słowami. Po co żyje? Tak, wędrowałam po to aby znaleźć odpowiedź na to pytanie. Życie to dar. Nie wolno go zmarnować. Każde jedno życie jest unikalne i wyjątkowe. Mimo to wiele istnień ginie, być może właśnie w tej chwili. Nie potrafiłam tego zrozumieć.Pomimo szansy jaką dał mi los, ja wciąż nie mogłam pojąć sensu mojego życia. Sensu, który był tak blisko, a jednak tak daleko. Czy kiedykolwiek uda mi się go odnaleźć?
Subskrybuj:
Posty (Atom)