środa, 29 stycznia 2014

21. Życie

- Niger, co ty tu robisz? - wrzasnęłam, próbując przekrzyczeć bitewną wrzawę - Kazałam ci się schować! - ogier obejrzał się na mnie. Widziałam że nie był w dobrej formie. Wciąż był cały obolały i posiniaczony po spotkaniu z Diabelem. Przedarłam się przez tłum walczących i przekroczyłam Samotną Rzekę stając na przeciw Nigerowi
- Co ty sobie myślisz?! Miałeś zostać i odpoczywać! - ogier spuścił głowę myślałam, że żałuję tego co zrobił jednak było zupełnie inaczej. Kiedy na mnie spojrzał w jego oczach nie było widać nawet krzty wahania.
- Wybacz, ale nie mogłem tak siedzieć bezczynnie podczas gdy inni ryzykują życie. - stałam zastanawiając się co mu odpowiedzieć. Był taki pewny siebie. Czuł że nie może postąpić inaczej. A ja? Pełna nienawiści, goryczy i wściekłości. Byłam przepełniona samotnością i obojętnością zaś w swoim sercu nosiłam tylko pustkę. Jednak nie zawsze tak było. Trzy lata temu byłam źrebakiem przepełnionym wielkimi nadziejami i planami. Taka beztroska i niewinna. Lecz mimo to wiele koni czyhało na moje życie. Moi rodzice bardzo się o mnie bali. W trosce o moje życie, zamykali mnie w naszej jaskini otoczonej przez całą masę strażników. Cały czas siedziałam bezczynnie myśląc czemu nie mogę iść się pobawić na zewnątrz. Wiem że to nie była wina mojego ojca, ani matki ale już wtedy zaczęłam stawać się taką jaka jestem dziś. Była to wina wojny. To ona ostatecznie przesądziła o mym losie. Ja nie miałam nic do powiedzenia w tej sprawie. Dzień w dzień odcięta od świata zaczęła mnie dręczyć nuda i... samotność. Mnie, klacz, która chciała ją wybrać, dręczyła mnie. Dopiero po wojnie zaczęłam się oddalać od innych. Kiedy wylazłam z wielkiej dziupli gdzie schowała mnie moja matka, ziemia zalana była krwią, a w powietrzu wciąż można było wyczuć ten strach, pot i łzy. Chodziłam po tak dobrze znanych mi terenach, ale jednak czułam się niepewnie i nieswojo. Kraina Lodu, najpiękniejsza zimowa kraina była nie do poznania. Ogniste Konie doszczętnie ją zniszczyły. Im bardziej zagłębiałam się w tereny tym bardziej się bałam. Tym więcej martwych koni leżało na ziemi. I tym bardziej moje serce stawało się zimniejsze od lodu. Jaki źrebak nie zwariowałby widząc tyle cierpienia? I jakiemu źrebakowi nie ugięłyby się kolana widząc martwe ciała swoich rodziców? Tak też stało się ze mną. Pełna rozpaczy i bólu skuliłam się na ziemi. W tej krwi wyglądałam jak maleńka wyspa na środku wielkiego morza cierpienia. Czas przestał mieć dla mnie znaczenie. Przestałam reagować na wszystko dookoła. Mój umysł pogrążył się w rozpaczy. Nie wiem ile tak tam siedziałam. Bez ruchu, bez jedzenia, bez picia, bez snu, bez jakichkolwiek znaków życia. Nie wiadomo co by się ze mną stało gdyby nie pewna klacz, która akurat tamtędy przechodziła. Nazywała się Diana. Rozglądała się wszędzie dookoła. Była przerażona. Kiedy tylko mnie zobaczyła podbiegła natychmiast i zajęła się mną.
- Kochana co ty tutaj robisz? Gdzie twój dom? Gdzie twoi rodzice?
- Ja... już nie mam domu... - były to jedne z niewielu słów które wypowiedziałam, gdy zajęła się mną Diana. Rzadko się odzywałam, rzadko przebywałam w towarzystwie innych. Nigdy się nie uśmiechałam. Klacz zaprowadziła mnie do swojego stada. Nie tylko ona przejęła się mną i moją historią. Lecz jak wcześniej mówiłam, nigdy nikomu nic nie powiedziałam. Każdy koń był przerażony opowieścią Diany i tym gdzie mnie znalazła. Tymczasem ja, zamiast przerażenia czułam już pustkę. Mój wzrok mówił, jakby już na niczym mi nie zależało. Lecz jednak w tych oczach ukryta była iskra, która objawiła się w chwili mojej śmierci.
- Proszę Sode - szepnął Niger. Jego słowa wyrwały mnie z zamyślenia. Jeszcze raz spojrzałam mu prosto w oczy. Większość koni chyba zemdlałaby patrząc na mnie w tej chwili, lecz on był nieugięty. Westchnęłam
- Niger. - zaczęłam - Wiesz że cię kocham. Nie chce cię stracić. Dlatego masz mnie nie odstępować nawet na krok zrozumiano?
- Tak jest! - na twarzy Nigera zagościł uśmiech
- Ale jeśli tak, to mam dla ciebie pewną bardzo przydatną radę - powoli cofnęłam się o kilka kroków, wyprężyłam się i skoczyłam nad głową Nigera prosto na jednego z wojowników Diabela - Skup się na walce.
- Jasne... - odparł Niger z nutką wdzięczności w głosie.

środa, 22 stycznia 2014

20. Walka

- Niger, nie możesz. Wciąż jesteś osłabiony. - powiedziała Li. Byliśmy właśnie w jaskini medyków gdzie przebywał Niger. Jego rany nie były śmiertelne, ale był bardzo słaby. Powiedział, że Diabel chciał o mnie wiedzieć jak najwięcej i wyciągnąć informacje o Stadzie Wiecznego Życia. Li została zabrana do innej jaskini z Rosalią. Kiedy ona była zajęta wykorzystała okazję i uciekła jej. Kiedy usłyszałam jak rozprawiała się ze strażnikami na zewnątrz użyłam moich mocy i przekazałam jej wiadomość aby mi pomogła. Dzięki temu uratowała mnie i Nigera.
- Proszę Niger. Musisz się oszczędzać. - poprosiłam
- Ale nie mogę tak tu siedzieć i nic nie robić. - następnego dnia po naszej ucieczce, Diabel wysłał do nas posłańców z wiadomością o wojnie którą nam wypowiedział. Od tamtej chwili Niger nie mógł usiedzieć w miejscu. Zresztą nie tylko on był niespokojny. Wszyscy przygotowywaliśmy się na ostateczną bitwę. Mimo iż Li i reszta stada zapewniali mnie, że to nie moja wina ja wciąż uważałam że powinnam odejść.
- Idę się przejść - oznajmiłam
- W porządku - powiedziała Li - ale... wróć - spojrzałam na nią i na Nigera, kiwnęłam głową i wyszłam. Słońce chyliło się powoli ku zachodowi. Spojrzałam w górę i skierowałam się w stronę Samotnej Rzeki. Tylko tam mogłam pobyć chwilę w ciszy, spokoju i... samotności. Nigdzie indziej nie było mi lepiej. Tyle się wydarzyło od mojej ucieczki z zastępczego stada. Poznałam Lily, dołączyłam do Stada Wiecznego Życia, spotkałam Nigera, zostałam razem z nim porwana. Potem razem uciekliśmy i wróciliśmy cali i zdrowi do domu. Mimo tych wszystkich przeżyć ja wciąż nie umiałam dostrzec wielu rzeczy. Wciąż wolałam samotność i byłam niewzruszona wobec innych. Westchnęłam i pochyliłam się nad wodą. Zobaczyłam w niej, "klacz bez serca". Podniosłam głowę i obejrzałam się w stronę granic stada.
- Już jutro wszystko się zacznie - szepnęłam cicho

***

Było dość wcześnie. Słońce właśnie się budziło i ospale pojawiało się na niebie. Zapowiadał się cudowny dzień, lecz były to tylko mylne pozory. W powietrzu czuło się presję i niepokój. Wszyscy przygotowywali się do nadchodzącej walki. Zwiadowcy chodzili po terenach stada, aby ostrzec resztę w razie ataku. Ja byłam właśnie w jaskini medyków przy Nigerze.
- Odzyskałem już siły. Pozwól mi walczyć - mówił
- Nie mogę. A co jeśli coś ci się stanie? Nie mogę na to pozwolić. - odparłam
- Sode ma rację. Nie weźmiesz udziału w tej bitwie. - powiedziała stanowczo Li - To moje ostatnie słowo. - Niger chyba chciał coś dodać, ale usłyszeliśmy właśnie rżenie zwiadowcy. Razem z Li rzuciłyśmy się w stronę wyjścia ale zanim pobiegłam na zewnątrz odwróciłam się jeszcze w stronę Nigera
- Leż - powiedziałam ostro i wybiegłam. Na dworze czekał Lin, najlepszy wypatrujący w stadzie.
- Li, dostrzegłem kilka koni czających się w lesie nieopodal granic. - wydyszał
- Czekają na odpowiedni moment do ataku. - domyśliła się - Niech, absolutnie nikt nie porusza się od teraz sam. Każdy musi chodzić przynajmniej w dwuosobowych grupach.
- Tak jest - odparł ogier
- Musimy być gotowi na wszystko.
- Li! - usłyszałyśmy nagle. W naszą stronę pędził kolejny zwiadowca Bary
- Co się stało? - spytała alfa
- Niedaleko granic stada czeka grupa koni. Mówią że chcą z tobą rozmawiać. - Bary spojrzał na mnie i po chwili dodał - Z Shira... - spojrzałam na niego wrogo -  To znaczy z Sode No Shirayuki też. - obejrzałam się na Li i kiwnęłam głową
- Idziemy. - gdy zbliżałyśmy się do granic już w oddali spostrzegłyśmy grupkę 7 lub 8 koni. A jednym z nich był...
- Diabel - stwierdziłam. Ten uśmiechnął się tylko. Podeszłyśmy bliżej
- Mam dzisiaj dobry humor więc dam wam jeszcze jedną ostatnią szansę. Poddajcie się a dobrze na tym wypadniecie
- Nigdy! Prędzej wybaczę mordercom moich rodziców niż razem ze stadem oddamy się w wasze kopyta. - odparłam stanowczo
- Cóż to była ostatnia szansa. Uważajcie bo przed zachodem słońca nic nie zostanie z tego waszego marnego stadka - odciął się złośliwie i odszedł. Patrzyłyśmy na nich jeszcze przez chwilę, aż w końcu przerwałam tę ciszę:
- Zaatakują w południe
- Skąd masz taką pewność? -spytała Li
- Przeżyłam już wojnę. - zaczęłam - Nie są to miłe wspomnienia ale zapamiętałam każdą jej sekundę. Nie była to taka delikatna wojna. Polało się mnóstwo krwi. Niewielu ocalało. Choć Stado Ognistej Pumy wygrało, zabraliśmy do grobu nie jednego Ognistego Konia. To była straszna bitwa - spuściłam głowę. Nagle poczułam na moim grzbiecie kopyto Li
- Nie jesteś sama - otworzyłam szerzej oczy, lecz nie ruszyłam się - Pozwól sobie pomóc. - pokręciłam tylko głową
- Ale...
- Potrzebujesz jej. Pamiętaj, nikt nie może walczyć sam. Wszyscy jesteśmy z tobą. - podniosłam z powrotem głowę i zobaczyłam oddalającą się Li. Od kiedy spotkałam Lily coraz większej liczbie koni na mnie zależało. Coraz więcej koni zaczęło ze mną rozmawiać. Lecz mimo to ja wciąż nie potrafiłam tego dostrzec. Wciąż byłam pusta i zimna, a przyjaźń była mi prawie obca. Li była tylko koleżanką. Przynajmniej tak mi się zdawało. Nie potrafiłam zrozumieć i zaakceptować uczuć które mi towarzyszyły. Były mi one obce, nieznane. I nic nie mogłam na to poradzić. Ja wciąż wierzyłam, że samotność to moje jedyne wyjście... Przez resztę czasu do południa błąkałam się po stadzie zastanawiając się nad tym co czeka mnie po wojnie. Było mi ciężko, ponieważ w mojej głowie przemieszczały się przelane krwią obrazy. Gdy słońce było już wysoko na niebie, cisza zastąpiła głuchym dźwiękiem kopyt. Nie wiem jak, kiedy ani gdzie. Bitwa nadeszła tak nagle. Po paru chwilach w naszym stadzie rozpętało się prawdziwe piekło. Nie wiedziałam jak to się odbije na mojej psychice, ale wiedziałam że tego dnia zapomnę o tym czego się nauczyłam. Nie myliłam się. Gdy w wirze walki znalazłam się nad Samotną Rzeką przez ułamek sekundy zdołałam dostrzec swoje odbicie w wodzie. To co tam zobaczyłam wstrząsnęło mną. Mój wzrok - był wzrokiem mordercy. Jednak po chwili kiedy znów ujrzałam się na chwilę w wodzie na mojej twarzy tuż po żądzy krwi zagościło przerażenie. Po sąsiedniej stronie rzeki walczył...
- Niger...

środa, 15 stycznia 2014

19. Nadciąga bitwa

Słowa Lily dodały mi odwagi. Postanowiłam jak najszybciej uratować Nigera. Lily zadowolona z mojej decyzji schowała się w mojej grzywie, a ja pogalopowałam w stronę granic stada. Kiedy byłam już blisko na drogę nieoczekiwanie wyskoczyła mi Li. Nic nie mówiła, nic nie robiła tylko stała i patrzyła na mnie. W milczeniu.
- Li. - powiedziałam nagle - Postanowiłam - patrzyłam alfie prosto w oczy. A Li dalej milczała. Po pewnym czasie uśmiechnęła się
- Najwyższy czas - szepnęła - Widzę to w twoich oczach. Jeszcze nigdy nie miałaś takiego spojrzenia.
- To znaczy?
- Zawsze chodzisz z tym samym obojętnym wzrokiem lekceważąc wszystko i wszystkich. Być może to dlatego inni postrzegają cię jako "klacz bez serca". Ten zimny i samotny wzrok w pewnym momencie stał się twoim znakiem rozpoznawczym. Jednak cieszę się że w końcu się to zmieniło. - uśmiechnęłam się. Byłam wdzięczna Li za pomoc i wsparcie
- A więc chodźmy uratować Nigera. - nie zastanawiałyśmy się długo. Li nie chciała martwić stada więc nikomu nie powiedziała dokąd idziemy, a ja również chciałam jak najszybciej znów ujrzeć mojego ukochanego. Znów usłyszeć jego głos i znów poczuć jego miłość. To była długa droga. A dłużyła mi się bardziej niż jakakolwiek inna. Tak bardzo martwiłam się o Nigera. Przez cały czas myślałam tylko o nim. Bałam się.

***

- Hej Sode - szepnęła Li. Potrząsnęłam głową i spojrzałam na klacz.
- Ach tak wybacz, zamyśliłam się. - skradałyśmy się powoli za krzakami. Byłyśmy na terenie wrogiego stada. Wokół roiło się od koni ze Stada Mrocznych Tajemnic. Cudem udało się nam niepostrzeżenie wtargnąć na ich terytorium, ale tu zabawa już się skończyła.
- Sode, co robimy dalej? Nie wiemy gdzie przetrzymują Nigera
- I dlatego musimy się tego dowiedzieć. - rozejrzałam się dookoła. Wszędzie kręciły się klacze i ogiery. Nie mogliśmy się przedostać w głąb stada. Nagle usłyszałam jakąś rozmowę. Jedno słowo szczególnie przyciągnęło moją uwagę. "Diabel". Poczułam wielką złość i nienawiść. Czułam że zaraz eksploduje z wściekłości. Diabel porwał Nigera. Te trzy słowa kręciły się między moimi myślami. W pewnym momencie straciłam panowanie nad sobą.
- Sode, przestań! Zdradzisz naszą kryjówkę. - usłyszałam głos Li. Nie wiedziałam co mam przestać i jeszcze bardziej się zezłościłam, aż nagle zdałam sobie z czegoś sprawę. Rozejrzałam się szybko dookoła. W jednej sekundzie mój gniew zastąpiło przerażenie. Wokół mnie zaczął padać śnieg. Starałam się szybko uspokoić, ale mimo to śnieg sypał tak mocno że było już za późno.
- No no no. A więc tu się ukrywacie. - usłyszałam za mną głos klaczy. Obejrzałam się szybko, ale zaraz tego pożałowałam. Za nami stała chyba połowa Stada Mrocznych Tajemnic. Wstałam szybko z Li. Nie wiedziałyśmy co mamy zrobić. Klacz zmierzyła nas wzrokiem, po czym wskazała na mnie kopytem i rzekła:
- To ty jesteś Sode No Shirayuki? - nie chciałam tego robić ale kiwnęłam głową - Więc ta obok to pewnie Li? - znów straciłam nad sobą panowanie. Śnieg nie przestawał sypać i wciąż przybierał na sile. Nagle poczułam szturchnięcie. Spojrzałam się na Li. Ona pokręciła tylko głową. Odwróciłam się znowu w stronę klaczy. Wiedziałam, że nie mamy z nimi szans. Nawet z moimi mocami. Oni mieli przewagę liczebną i podejrzewałam, że nie są tacy słabi. Po prostu milczałam.
- Diabel miał nadzieję że niedługo wpadniesz go odwiedzić. - odezwała się
- On dobrze wie po co przyszłam. I nie zamierzam się poddawać - mimo ciężkiej sytuacji nie zamierzałam dawać im satysfakcji
- No co ty? Nie chcesz się z nim bliżej poznać? - na jej twarzy widać było szyderczy uśmieszek, który doprowadzał mnie do szaleństwa ale mimo to śnieg stawał się coraz delikatniejszy, aż w końcu zanikł.
- W każdym razie opór jest bezcelowy. Zapamiętaj to sobie. A teraz pójdziecie grzecznie z nami. - nie wiedziałam co robić, ale bez oporu dałam się poprowadzić... no właśnie gdzie? Gdzie oni nas prowadzili? Klacz z którą rozmawiałam nazywała się Rosalia. Postanowiła mieć na mnie oko i postawiła wokół mnie wiele innych koni, żeby mieć pewność że nie ucieknę. Nie wiem co się stało z Li, ale mnie zaprowadzili do jakiejś ciemnej jaskini. Przed wejściem ustawili cały oddział strażników. Rozejrzałam się dookoła, ale nie mogłam nic dostrzec w tym mroku. Nagle usłyszałam jakiś jęk. Odwróciłam się i skupiłam wzrok. Kiedy podeszłam bliżej zobaczyłam jakiegoś konia przykutego łańcuchem do skały. Gdy przyjrzałam się mu dokładniej zobaczyłam...
- Niger! - krzyknęłam - Co ci jest? Co oni ci zrobili? Jesteś ranny! - wokół niego było mnóstwo krwi. Ogier był mocno poraniony. Stracił wszystkie siły. Otworzył powoli oczy.
- Shi... rayuki? - spytał słabym głosem
- Tak to ja. - odparłam
- Co ty tu robisz?
- Przyszłam po ciebie. Nie mogłam cię zostawić na pastwę losu. Spokojnie jakoś cię uratuje.
- Najpierw to ty musisz uratować samą siebie. - obejrzałam się do tyłu. Do jaskini wszedł ogier. Nigdy wcześniej go nie widziałam, ale od razu domyśliłam się kto to jest.
- To ty jesteś Diabel?
- Bingo. Cieszę się, że mnie poznałaś. Czyli jednak dostałaś moją wiadomość? - zaśmiał się.
- Owszem dostałam - powiedziałam spokojnie. Diabel zaczął mnie okrążać. Patrzył na mnie, przeszywał wzrokiem.
- Wiesz coś ci powiem. Zanim jednak to zrobię muszę coś wiedzieć. Kochałaś Nira? - w tamtym momencie stanęłam dęba
- Skąd o nim wiesz? Tylko dwie osoby wiedzą o mojej przeszłości.
- Nadal nie otrzymałem odpowiedzi. - Diabel zatrzymał się przy Nigerze
- Jak mogłabym kochać kogoś takiego jak on? Chciał mnie zabić. Nie wspominając już o tym że był po prostu głupi
- Rozumiem. - pokiwał głową - Bo wiesz... tak się składa, że Nir to mój brat.
- Słucham?! - nie mogłam uwierzyć. Nir jest bratem Diabela?
- Kiedy zepchnął cię z tej góry był pełen nienawiści, ale wkrótce zrozumiał co zrobił. Postanowił cię odnaleźć, ale niestety ciebie już tam nie było.
- Ale skąd ty o tym wiesz? Nigdy cię nie widziałam w tamtym stadzie.
- Och naturalnie. Bo mnie tam nie było. Przybyłem w odwiedziny kilka dni później. Opowiedział mi co zaszło. Był pewny że już nie żyjesz. Starałem się o tobie dowiedzieć czegoś więcej, ale niestety jakoś nikt nie wiedział kim jesteś i skąd pochodzisz. Mimo to jakoś mi się udało. Zaproponowałem nawet Nirowi aby pomógł mi cię znaleźć, ale się nie zgodził. Ten głupek nie był już tym kim wcześniej od twojej "śmierci". Popełnił samobójstwo. Rzucił się z tej samej góry lodowej z której cię zepchnął. Cóż za ironia, nie uważasz? W każdym razie zanim skoczył powiedział żebym ci coś przekazał jeśli cię kiedyś zobaczę. Nie jestem takim okrutnym bratem, żeby nie spełnić jego ostatniej woli. Rzekł: "Przepraszam" .
- I myślisz że ja ci w to wszystko uwierzę? - wyrwałam się
- Wcale nie musisz. Ja tylko mówię jak było. - spuściłam głowę - Był bardzo zabawnym gościem. Nigdy nie mogłem go zrozumieć.
- Po co mi to w ogóle opowiedziałeś? Myślisz że zrobi mi się was żal? Że zostanę z tobą żeby... - nagle w jaskini zaległa cisza. Zrozumiałam, że to ja zabiłam Nira. Gdyby nie ja on by jeszcze żył. Gdybym po prostu była dla niego milsza...
- Zrozumiałaś? Zabiłaś mi brata. Chociaż szczerze mówiąc to powinienem był ci podziękować. Był strasznie irytujący.
- Jak możesz tak mówić o własnym bracie?! Przecież byliście rodziną!
- Może tak, a może nie... Nie sprowadziłem cię po to żebyśmy rozmawiali o przeszłości. Wręcz przeciwnie. - Diabel stanął przed Nigerem - Umówmy się. Ty będziesz grzeczna, a ja nic mu nie zrobię. Już i tak biedaczek sporo wycierpiał.
- Nie waż się go tknąć! Nie mieszaj go do tego. To sprawa pomiędzy tobą a mną.
- O tak, temu nie zaprzeczę. Ale on też ponosi winę. Mógłby zwyczajnie się w tobie nie zakochiwać.
- Jakim cudem to odkryłeś? Przecież zaczęłam go unikać i...
- I właśnie o to chodziło. Zrozumiałem że aby chronić innych zaczniesz się od nich odwracać, żebym nie myślał że są dla ciebie ważni, ale mnie nie tak łatwo przechytrzyć. No więc? Jak będzie? - upadłam na ziemię. Co mam zrobić? Jeśli się nie zgodzę Diabel zrobi Nigerowi krzywdę, ale jeśli pójdę z nim na ten układ Niger i tak ucierpi, ponieważ być może już nigdy go nie zobaczę. Jak mam go uratować? Jak? Jak? Zamknęłam oczy i pomyślałam o Nirze. O moich rodzicach i Stadzie Wiecznego Życia. Jak ich wszystkich uratować? W końcu otworzyłam oczy i spojrzałam na Diabela. Na zewnątrz jaskini dało się słyszeć jakieś dziwne odgłosy. Wstałam
- Wiesz co Diabel? Teraz ja ci coś powiem. Jesteś i może silny, masz wielkie stado... ale ja mam coś czego tobie brak. Przyjaciół. I choćbyś nawet jak się nie starał nie uda ci się osiągnąć swoich planów.
- Pożałujesz tego - syknął ogier
- Ach tak? A może to ty tego pożałujesz? - zaczęłam się cofać pod ścianę - Daję ci słowo że tego dnia nigdy nie zapomnisz. Teraz Li! - wszystko potoczyło się bardzo szybko. Najpierw Li wyskoczyła zza wielkiej skały i  odwróciła uwagę Diabela. W tym czasie ja podbiegłam do Nigera i jednym uderzeniem kopyta rozerwałam ciężki łańcuch którym był przykuty. Wzięłam go na grzbiet i popędziłam z Li w stronę wyjścia. Było ciężko ale udało nam się przebić przez obronę Stada Mrocznych Tajemnic. Zdążyłam jeszcze dostrzec Diabela na szczycie wielkiej skały mówiącego
- Jeszcze cię dopadnę, Sode No Shirayuki...

środa, 8 stycznia 2014

18. Wzrok nadziei

Nigdy nie rozumiałam wielu koni, które były wokół mnie. Ich uczucia... ich zachowania były dla mnie takie niejasne, odległe... Przyjaźń? Miłość? Co z tego będę mieć? Kolejną rozpacz kiedy ci na których mi zależy odejdą? Czy właśnie na tym polegają uczucia? Nigdy nie mogłam tego zrozumieć. Dla mnie było to coś tak odległego jak błękitne niebo, jak przestworza pełne chmur i obłoków między którymi latają ptaki. Czemu tak wielu rzeczy nie rozumiałam? A kiedy w końcu zaczęłam dostrzegać to wszystko, kiedy coraz lepiej rozumiałam te uczucia... musiały mi one zostać odebrane. To stało się tak nagle i tak nagle pogrążyłam się w rozpaczy. Z każdym dniem coraz bardziej zbliżałam się do Nigera. Był dla mnie wszystkim. I choć tak mi na nim zależało musiałam się od niego oddalić. Nie chciałam aby coś mu się stało. Nie mówiąc mu nic, przestałam się do niego odzywać, przestałam się do niego uśmiechać, po prostu przestałam okazywać mu moją miłość. Lecz w głębi serca czułam właśnie rozpacz. Ten którego kochałam, ten, którego musiałam zostawić wciąż kręcił się między moimi myślami. Nawet nie macie pojęcia jak bardzo było mi ciężko. Jak bardzo cierpiałam. Ale mimo to musiałam tak postępować. Obawiałam się że jeśli zbytnio się odsłonie Diabel znajdzie mój słaby punkt i wykorzysta go przeciw mnie. Mimo tego jak bardzo się starałam, zabrali mi go. Pewnego dnia przechadzałam się powoli wzdłuż Samotnej Rzeki. Dzień był tak spokojny i cichy. Kto  by przypuszczał że przyniesie ze sobą taki smutek. Wiatr rozwiewał delikatnie moją grzywę, a ja słuchałam szumu drzew i śpiewu ptaków. Nagle usłyszałam stukot kopyt. Obejrzałam się w stronę z której dochodził ten dźwięk i zobaczyłam pędzącą Li.
- Hej Li, co się stało? Czemu tak pędzisz? - spytałam klaczy
- Sode... Niger... On... - alfa nie mogła złapać oddechu
- Spokojnie. Weź głęboki oddech. - poradziłam jej. Li zaczerpnęła powietrza
- Porwali Nigera - wydusiła w końcu. W tamtym momencie coś we mnie pękło. Poczułam przeszywający ból i rozpacz
- Jak to?! Co się stało?! O czym ty mówisz?
- Ktoś ze stada widział jak grupa kilkunastu ogierów powaliła Nigera. Zaciągnęli go poza granice stada. Nie znam szczegółów. - To było jak cios w serce. A więc jednak. Diabel odkrył moją słabość. Ale jak...?
- Przykro mi Shirayuki - powiedziała Li. Czułam napływające mi do oczu łzy, ale mimo to coś mnie powstrzymało - Nie musisz tego w sobie dusić. - pokręciłam tylko przecząco głową
- Wiesz gdzie to się stało? - spytałam szybko
- Casidi to widziała. Gdy tylko się o tym dowiedziałam pobiegłam do ciebie - razem z Li popędziłyśmy na łąkę. Tam znaleźliśmy wystraszoną Casidi otoczoną przez grupkę koni
- Casidi? - spytała łagodnie alfa. Chyba widziała że nie byłam w stanie spokojnie mówić - Możesz nam opowiedzieć co się stało?
- To było takie nagłe. Akurat odpoczywałam w krzakach. Wtedy zobaczyłam idącego Nigera. Zamknęłam oczy, ale nagle... usłyszałam jakieś odgłosy. Spostrzegłam że była to grupka groźnie wyglądających koni. Podeszli do Nigera i zaczęli coś mówić. On coś im odpowiedział wtedy jeden z ogierów rzucił się na niego. Zaczęli się szarpać. Mieli przewagę liczebną. Poranili Nigera. Stracił przytomność i... zaciągnęli go poza granice stada - Casidi trząsł się głos - Nie mogłam nic zrobić. Przepraszam cię Sode No Shirayuki - wyszeptała w moją stronę. Otworzyłam szeroko oczy, ale zaraz posmutniałam
- Nie przejmuj się, to wcale nie twoja wina. Mieli przewagę.
- Przykro mi. - dodała jeszcze - Naprawdę mi przykro. - uśmiechnęłam się jeszcze do niej smutno i odeszłam. Odeszłam aby zatopić swój smutek w Samotnej Rzece. Nikt za mną nie szedł, nikt mnie nie gonił. Nikt mnie nie zatrzymał. Wtedy pomyślałam czy naprawdę powinnam z tym walczyć? Czy może lepiej się poddać i wieść życie u boku Diabela? Faktem było że go nie kochałam i raczej nigdy nie pokocham. Ale wtedy ci na których mi zależy mogliby żyć w spokoju i... nie. Nie wiem czy mogliby żyć w szczęściu. Jednak nie mogłam pozwolić by cierpieli przeze mnie.
- No? - usłyszałam delikatny głosik przy moim uchu.
- Lily... - szepnęłam i upadłam na trawę - Co ja mam zrobić? Nie chce żeby wszyscy przeze mnie cierpieli. Może byłoby lepiej gdybym jednak poddała się Diabelowi i...
- Nawet o tym nie myśl! - przerwała mi Lily. Wyczuwałam w jej głosie pewność i zdecydowanie. Zupełnie jak matka która poucza swoje źrebie - Jeśli się poddasz wszystko pójdzie na marne. Wszystko o co walczyłaś przestanie mieć sens, przestanie istnieć. Czy aby na pewno tego właśnie chcesz?
- A co ja mogę zrobić? Oni mają Nigera, zrobią  mu krzywdę jeśli będę się opierać
- Oni już mu zrobili krzywdę. - spojrzałam na Lily - Zabrali go od ciebie i sprawili że go porzuciłaś. Jak myślisz jak musiał się wtedy czuć? Bo ja jestem pewna że zabolało go to o wiele bardziej niż to co zrobił mu Diabel. - wstałam i spojrzałam na swoje odbicie w rzece. Mój wzrok był taki bezradny i szary. Zwykle miałam zimne, obojętne oczy w których widać było pogłębiającą się pustkę, jednak teraz był to wzrok przegranego. Czy naprawdę muszę tak cierpieć? Czemu właśnie mnie spotykają wszelkie nieszczęścia? A może jestem przeklęta? Pomyślałam wtedy o chwili kiedy po raz pierwszy spotkałam Nigera. Przyniósł mi wtedy kolejną część mego przeznaczenia. Po co żyję? To pytanie dręczyło mnie od tamtego pamiętnego dnia. Właśnie... po co żyję?
- No więc? - zamknęłam oczy i zacisnęłam mocno powieki. Po chwili znów je otworzyłam lecz tym razem mój wzrok nie był ani pusty, ani zimny. Był przepełniony nadzieją.

środa, 1 stycznia 2014

17. Wojna

Pobiegłam natychmiast w kierunku łąki uprzedzić Li i pozostałych. Jednak w połowie drogi zatrzymałam się. Przecież to właśnie przeze mnie. Przeze mnie stado jest w niebezpieczeństwie. Jeśli odejdę Diabel ruszy za mną a Li i Niger będą bezpieczni. A jeśli to nie pomoże? Wahałam się jaką podjąć decyzję. W końcu zmieniłam kierunek i pogalopowałam do lasu. Przez resztę nocy zastanawiałam się co zrobić. Ciągle chodziły mi po głowie słowa Mark'a. "Diabel po ciebie idzie" . A co jeśli w końcu mnie dopadnie? Co, jeśli tylko pogorszę sytuację? Dręczona tymi myślami usnęłam i zapadłam w niespokojny sen.

***

- Hej No, wstawaj - usłyszałam jakiś głos nad sobą. Otworzyłam powoli oczy i wstałam gwałtownie uderzając się przy tym w głowę, dzięki czemu znów usiadłam na trawie
- Czemu mnie obudziłaś Li?
- Mamy do pogadania.
- O czym? - Li westchnęła
- Martwię się o ciebie Sode. Ostatnio jesteś jeszcze cichsza i wredniejsza dla innych. Przychodzą do mnie ze skargami, żeby cię wyrzucić ze stada. - spojrzałam klaczy w oczy - Nie zrobię tego. Ale nie mogę też patrzeć jak traktujesz innych. - Li usiadła obok mnie - Co się stało? Poznałam cię już na tyle dobrze, że wiem kiedy coś jest nie w porządku. - popatrzyłam jeszcze raz na Li i wstałam. Zwróciłam się w stronę Samotnej Rzeki. Było to moje ulubione miejsce w stadzie. Zazwyczaj nikt tu nie przychodził. Schyliłam głowę i spojrzałam na swoje odbicie. Li stanęła obok mnie.
- Nie chce żeby coś wam się stało. A przebywając blisko mnie... będziecie w niebezpieczeństwie. - zaczęłam. Li pojawiła się obok mojego odbicia w rzece.
- Czemu? Dlaczego tak uważasz? - westchnęłam
- Kilka dni temu, zobaczyłam kręcących się w pobliżu ogierów. Podsłuchałam ich rozmowy i... - opowiedziałam alfie co słyszałam i widziałam. Klacz wysłuchała całej historii i kiwnęła głową. Przez dłuższą chwilę milczała, lecz w końcu się odezwała
- To wszystko? - spojrzałam na nią szeroko otwartymi oczami
- Ty się pytasz czy to wszystko? Przecież... możecie przeze mnie zginąć. Ja... nie mogę ryzykować waszych żyć - spuściłam głowę
- To prawda. - usłyszałam - To prawda, że możemy zginąć. Być może wiele z nas może zostać rannych. Ale przecież tak się nie musi zdarzyć. - podniosłam znowu głowę, a oczy miałam pełne zdziwienia - Przecież to nie jest twoja wina. Nikt cię nie będzie za to obwiniać. W końcu nie masz nic wspólnego z z tym, że Diabel się tobą zainteresował. - stałam wpatrując się w Li jak skamieniała.
- Ale nadal... - klacz pokręciła tylko głową
- Ja wiem, że nie za bardzo lubisz inne konie, a one ciebie. Ale nawet jeśli, oni nie odwrócą się od ciebie z tak błahego powodu. - w tamtym momencie poczułam się głupio. Przecież to samo powiedziałam Nigerowi. Sama mówiłam mu, że to nie jego wina że urodził się synem Ognistej Klaczy. A teraz? Sama o tym zapomniałam.
- Li... dziękuje - nie chciałam tego robić, ale mam takie chwile w życiu że nie potrafię zatrzymać swoich emocji. Przytuliłam się do Li. Sama w to nie mogłam uwierzyć, ale moje serce zaakceptowało ją i pozwoliło jej zaufać. Dzięki temu, znów, po raz czwarty w całym moim życiu spłynęła mi po policzku, krystalicznie czysta łza.