Słowa Lily dodały mi odwagi. Postanowiłam jak najszybciej uratować Nigera. Lily zadowolona z mojej decyzji schowała się w mojej grzywie, a ja pogalopowałam w stronę granic stada. Kiedy byłam już blisko na drogę nieoczekiwanie wyskoczyła mi Li. Nic nie mówiła, nic nie robiła tylko stała i patrzyła na mnie. W milczeniu.
- Li. - powiedziałam nagle - Postanowiłam - patrzyłam alfie prosto w oczy. A Li dalej milczała. Po pewnym czasie uśmiechnęła się
- Najwyższy czas - szepnęła - Widzę to w twoich oczach. Jeszcze nigdy nie miałaś takiego spojrzenia.
- To znaczy?
- Zawsze chodzisz z tym samym obojętnym wzrokiem lekceważąc wszystko i wszystkich. Być może to dlatego inni postrzegają cię jako "klacz bez serca". Ten zimny i samotny wzrok w pewnym momencie stał się twoim znakiem rozpoznawczym. Jednak cieszę się że w końcu się to zmieniło. - uśmiechnęłam się. Byłam wdzięczna Li za pomoc i wsparcie
- A więc chodźmy uratować Nigera. - nie zastanawiałyśmy się długo. Li nie chciała martwić stada więc nikomu nie powiedziała dokąd idziemy, a ja również chciałam jak najszybciej znów ujrzeć mojego ukochanego. Znów usłyszeć jego głos i znów poczuć jego miłość. To była długa droga. A dłużyła mi się bardziej niż jakakolwiek inna. Tak bardzo martwiłam się o Nigera. Przez cały czas myślałam tylko o nim. Bałam się.
***
- Hej Sode - szepnęła Li. Potrząsnęłam głową i spojrzałam na klacz.
- Ach tak wybacz, zamyśliłam się. - skradałyśmy się powoli za krzakami. Byłyśmy na terenie wrogiego stada. Wokół roiło się od koni ze Stada Mrocznych Tajemnic. Cudem udało się nam niepostrzeżenie wtargnąć na ich terytorium, ale tu zabawa już się skończyła.
- Sode, co robimy dalej? Nie wiemy gdzie przetrzymują Nigera
- I dlatego musimy się tego dowiedzieć. - rozejrzałam się dookoła. Wszędzie kręciły się klacze i ogiery. Nie mogliśmy się przedostać w głąb stada. Nagle usłyszałam jakąś rozmowę. Jedno słowo szczególnie przyciągnęło moją uwagę. "Diabel". Poczułam wielką złość i nienawiść. Czułam że zaraz eksploduje z wściekłości. Diabel porwał Nigera. Te trzy słowa kręciły się między moimi myślami. W pewnym momencie straciłam panowanie nad sobą.
- Sode, przestań! Zdradzisz naszą kryjówkę. - usłyszałam głos Li. Nie wiedziałam co mam przestać i jeszcze bardziej się zezłościłam, aż nagle zdałam sobie z czegoś sprawę. Rozejrzałam się szybko dookoła. W jednej sekundzie mój gniew zastąpiło przerażenie. Wokół mnie zaczął padać śnieg. Starałam się szybko uspokoić, ale mimo to śnieg sypał tak mocno że było już za późno.
- No no no. A więc tu się ukrywacie. - usłyszałam za mną głos klaczy. Obejrzałam się szybko, ale zaraz tego pożałowałam. Za nami stała chyba połowa Stada Mrocznych Tajemnic. Wstałam szybko z Li. Nie wiedziałyśmy co mamy zrobić. Klacz zmierzyła nas wzrokiem, po czym wskazała na mnie kopytem i rzekła:
- To ty jesteś Sode No Shirayuki? - nie chciałam tego robić ale kiwnęłam głową - Więc ta obok to pewnie Li? - znów straciłam nad sobą panowanie. Śnieg nie przestawał sypać i wciąż przybierał na sile. Nagle poczułam szturchnięcie. Spojrzałam się na Li. Ona pokręciła tylko głową. Odwróciłam się znowu w stronę klaczy. Wiedziałam, że nie mamy z nimi szans. Nawet z moimi mocami. Oni mieli przewagę liczebną i podejrzewałam, że nie są tacy słabi. Po prostu milczałam.
- Diabel miał nadzieję że niedługo wpadniesz go odwiedzić. - odezwała się
- On dobrze wie po co przyszłam. I nie zamierzam się poddawać - mimo ciężkiej sytuacji nie zamierzałam dawać im satysfakcji
- No co ty? Nie chcesz się z nim bliżej poznać? - na jej twarzy widać było szyderczy uśmieszek, który doprowadzał mnie do szaleństwa ale mimo to śnieg stawał się coraz delikatniejszy, aż w końcu zanikł.
- W każdym razie opór jest bezcelowy. Zapamiętaj to sobie. A teraz pójdziecie grzecznie z nami. - nie wiedziałam co robić, ale bez oporu dałam się poprowadzić... no właśnie gdzie? Gdzie oni nas prowadzili? Klacz z którą rozmawiałam nazywała się Rosalia. Postanowiła mieć na mnie oko i postawiła wokół mnie wiele innych koni, żeby mieć pewność że nie ucieknę. Nie wiem co się stało z Li, ale mnie zaprowadzili do jakiejś ciemnej jaskini. Przed wejściem ustawili cały oddział strażników. Rozejrzałam się dookoła, ale nie mogłam nic dostrzec w tym mroku. Nagle usłyszałam jakiś jęk. Odwróciłam się i skupiłam wzrok. Kiedy podeszłam bliżej zobaczyłam jakiegoś konia przykutego łańcuchem do skały. Gdy przyjrzałam się mu dokładniej zobaczyłam...
- Niger! - krzyknęłam - Co ci jest? Co oni ci zrobili? Jesteś ranny! - wokół niego było mnóstwo krwi. Ogier był mocno poraniony. Stracił wszystkie siły. Otworzył powoli oczy.
- Shi... rayuki? - spytał słabym głosem
- Tak to ja. - odparłam
- Co ty tu robisz?
- Przyszłam po ciebie. Nie mogłam cię zostawić na pastwę losu. Spokojnie jakoś cię uratuje.
- Najpierw to ty musisz uratować samą siebie. - obejrzałam się do tyłu. Do jaskini wszedł ogier. Nigdy wcześniej go nie widziałam, ale od razu domyśliłam się kto to jest.
- To ty jesteś Diabel?
- Bingo. Cieszę się, że mnie poznałaś. Czyli jednak dostałaś moją wiadomość? - zaśmiał się.
- Owszem dostałam - powiedziałam spokojnie. Diabel zaczął mnie okrążać. Patrzył na mnie, przeszywał wzrokiem.
- Wiesz coś ci powiem. Zanim jednak to zrobię muszę coś wiedzieć. Kochałaś Nira? - w tamtym momencie stanęłam dęba
- Skąd o nim wiesz? Tylko dwie osoby wiedzą o mojej przeszłości.
- Nadal nie otrzymałem odpowiedzi. - Diabel zatrzymał się przy Nigerze
- Jak mogłabym kochać kogoś takiego jak on? Chciał mnie zabić. Nie wspominając już o tym że był po prostu głupi
- Rozumiem. - pokiwał głową - Bo wiesz... tak się składa, że Nir to mój brat.
- Słucham?! - nie mogłam uwierzyć. Nir jest bratem Diabela?
- Kiedy zepchnął cię z tej góry był pełen nienawiści, ale wkrótce zrozumiał co zrobił. Postanowił cię odnaleźć, ale niestety ciebie już tam nie było.
- Ale skąd ty o tym wiesz? Nigdy cię nie widziałam w tamtym stadzie.
- Och naturalnie. Bo mnie tam nie było. Przybyłem w odwiedziny kilka dni później. Opowiedział mi co zaszło. Był pewny że już nie żyjesz. Starałem się o tobie dowiedzieć czegoś więcej, ale niestety jakoś nikt nie wiedział kim jesteś i skąd pochodzisz. Mimo to jakoś mi się udało. Zaproponowałem nawet Nirowi aby pomógł mi cię znaleźć, ale się nie zgodził. Ten głupek nie był już tym kim wcześniej od twojej "śmierci". Popełnił samobójstwo. Rzucił się z tej samej góry lodowej z której cię zepchnął. Cóż za ironia, nie uważasz? W każdym razie zanim skoczył powiedział żebym ci coś przekazał jeśli cię kiedyś zobaczę. Nie jestem takim okrutnym bratem, żeby nie spełnić jego ostatniej woli. Rzekł: "Przepraszam" .
- I myślisz że ja ci w to wszystko uwierzę? - wyrwałam się
- Wcale nie musisz. Ja tylko mówię jak było. - spuściłam głowę - Był bardzo zabawnym gościem. Nigdy nie mogłem go zrozumieć.
- Po co mi to w ogóle opowiedziałeś? Myślisz że zrobi mi się was żal? Że zostanę z tobą żeby... - nagle w jaskini zaległa cisza. Zrozumiałam, że to ja zabiłam Nira. Gdyby nie ja on by jeszcze żył. Gdybym po prostu była dla niego milsza...
- Zrozumiałaś? Zabiłaś mi brata. Chociaż szczerze mówiąc to powinienem był ci podziękować. Był strasznie irytujący.
- Jak możesz tak mówić o własnym bracie?! Przecież byliście rodziną!
- Może tak, a może nie... Nie sprowadziłem cię po to żebyśmy rozmawiali o przeszłości. Wręcz przeciwnie. - Diabel stanął przed Nigerem - Umówmy się. Ty będziesz grzeczna, a ja nic mu nie zrobię. Już i tak biedaczek sporo wycierpiał.
- Nie waż się go tknąć! Nie mieszaj go do tego. To sprawa pomiędzy tobą a mną.
- O tak, temu nie zaprzeczę. Ale on też ponosi winę. Mógłby zwyczajnie się w tobie nie zakochiwać.
- Jakim cudem to odkryłeś? Przecież zaczęłam go unikać i...
- I właśnie o to chodziło. Zrozumiałem że aby chronić innych zaczniesz się od nich odwracać, żebym nie myślał że są dla ciebie ważni, ale mnie nie tak łatwo przechytrzyć. No więc? Jak będzie? - upadłam na ziemię. Co mam zrobić? Jeśli się nie zgodzę Diabel zrobi Nigerowi krzywdę, ale jeśli pójdę z nim na ten układ Niger i tak ucierpi, ponieważ być może już nigdy go nie zobaczę. Jak mam go uratować? Jak? Jak? Zamknęłam oczy i pomyślałam o Nirze. O moich rodzicach i Stadzie Wiecznego Życia. Jak ich wszystkich uratować? W końcu otworzyłam oczy i spojrzałam na Diabela. Na zewnątrz jaskini dało się słyszeć jakieś dziwne odgłosy. Wstałam
- Wiesz co Diabel? Teraz ja ci coś powiem. Jesteś i może silny, masz wielkie stado... ale ja mam coś czego tobie brak. Przyjaciół. I choćbyś nawet jak się nie starał nie uda ci się osiągnąć swoich planów.
- Pożałujesz tego - syknął ogier
- Ach tak? A może to ty tego pożałujesz? - zaczęłam się cofać pod ścianę - Daję ci słowo że tego dnia nigdy nie zapomnisz. Teraz Li! - wszystko potoczyło się bardzo szybko. Najpierw Li wyskoczyła zza wielkiej skały i odwróciła uwagę Diabela. W tym czasie ja podbiegłam do Nigera i jednym uderzeniem kopyta rozerwałam ciężki łańcuch którym był przykuty. Wzięłam go na grzbiet i popędziłam z Li w stronę wyjścia. Było ciężko ale udało nam się przebić przez obronę Stada Mrocznych Tajemnic. Zdążyłam jeszcze dostrzec Diabela na szczycie wielkiej skały mówiącego
- Jeszcze cię dopadnę, Sode No Shirayuki...