Kiedy otworzyłam oczy, ujrzałam przed sobą twarz człowieka. Uśmiechał się i pokazywał na mnie palcem. Coś mi się nie podobało w tym uśmiechu. Było w nim coś złego. Po chwili dostrzegłam, że ów człowiek mówi do swojego kolegi który przyglądał mi się badawczo. Szybko wstałam i chciałam się rzucić na tych ludzi, ale coś mi nie pozwoliło. Rozejrzałam się dookoła i okazało się, że byłam w jakimś ciemnym i ciasnym pomieszczeniu. Po moich bokach były ściany, a przede mną ukazały się metalowe kraty. Byłam w boksie. Nie będę ukrywać, że się przestraszyłam. Pierwszy raz, w nieznanym mi otoczeniu. Kto by się nie bał?
- Oo, widzi pan, jaka bestia? Będzie trzeba się nad nią nieźle napracować, ale będzie warto. - powiedział pierwszy człowiek. Drugi podszedł bliżej i odpowiedział:
- No pewnie, że będzie warto. Widziałem jak chciała się rzucić na tamtego wielkiego ogiera - teraz przyjrzałam mu się z bliska i dostrzegłam w nim ten sam bezobojętny wyraz twarzy nim straciłam przytomność.
- Już nie raz dawałeś sobie radę z lepszymi od niej. - odrzekł ten pierwszy - Jeszcze będzie wygrywać zawody - dodał, po czym razem ze swoim koleżką wyszli. Teraz wystawiłam pysk za kraty i rozejrzałam się. Wszędzie były takie same boksy, a w jednym z nich siedział Niger.
- Sode No Shirayuki? To ty? - usłyszałam
- Niger? - spytałam dla pewności
- Tak to ja. Wiesz gdzie my jesteśmy?
- A co, myślisz że ja jestem jakąś informacją turystyczną czy jak? - byłam wściekła. Nie tylko na niego ale i na wszystko. Miałam ochotę gryźć i kopać wszystko co popadnie.
- O, jacyś nowi? - usłyszałam inny głos
- Kim jesteś? - spytałam groźnie
- Spokojnie, spokojnie. Nie tak ostro. - spojrzałam w prawo i zobaczyłam do kogo należy ten głos. Był to gniady ogier.
- Witaj, witaj ślicznotko - powiedział
- Nie jestem żadną ślicznotką. Nie waż się tak do mnie odzywać - moja złość powoli osiągała punkt krytyczny
- Ho, ho, ho, mamy twardą sztukę. Nazywam się Alfredo, a ty mała?
- Nie twoja sprawa - odcięłam się
- Ja usłyszałem dokładnie to samo - westchnął Niger. Zignorowałam go. Alfredo wyszedł ze swojego luksusowego boksu i podszedł do mojego.
- Jesteś niegrzeczną dziewczynką słodziutka. Ale już niedługo zajmie się tobą nasz treser, a u niego nie ma taryf ulgowych. Lepiej się przygotuj. Widzisz tą klacz? - wskazał na wejście do stajni, przez które właśnie wprowadzali izabelowatą klacz - Kiedyś była taka dzika jak ty, ale teraz jest łagodna jak baranek. - zaśmiał się szyderczo
- Ha ha, super. A możesz mi chociaż powiedzieć gdzie ja jestem? - ogier uśmiechnął się i powiedział
- Ależ jesteś oczywiście w naszej stajni, gdzie spędzisz resztę swojego życia. - po czym odwrócił się i wrócił do siebie
- Stajnia? - powiedziałam do siebie - Ludzie? Treser? O co w tym chodzi? - położyłam się na zimnym betonie i zaczęłam nad tym wszystkim rozmyślać. Co się ze mną stanie? Kim jest treser? Co zamierza zrobić Alfredo? Czy rzeczywiście zostanę tu do końca życia? Te pytania tak mnie zmęczyły, że po paru minutach oczy kleiły mi się do powiek. Zanim jednak zasnęłam, pomyślałam o moich rodzicach. Czy kiedykolwiek usłyszę jeszcze ich głosy? Zamknęłam oczy, a po policzku spłynęła mi łza. Zanim zdołała jednak upaść na twardym betonie ja pogrążyłam się w głębokim śnie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz