Moje relacje z Li, poprawiły się od kiedy przypadkiem dowiedziała się o mnie i Nigerze, ale w stosunku do reszty stada wciąż byłam oschła i nieufna. Niestety nie wszystko poszło zgodnie z planem. Pomimo naszych starań, miesiąc po powrocie do stada wszyscy wiedzieli że jesteśmy z Nigerem parą. Nie lubiłam o tym mówić, ale mimo to wszyscy nagle zaczęli się mną interesować. A ja wciąż jednak wolałam samotność. W czasie moich nocnych spacerów spotykałam czasem Nigera, ale i tak wszystko było raczej po staremu. Za dnia ciężko było mi znaleźć jakieś ciche miejsce. Najczęściej zaszywałam się pod jakimś wielkim drzewem lub w jakiejś norze i odsypiałam moje nocne spacery. Pewnej nocy, poszłam na spacer pod granice stada. Księżyc i gwiazdy jaśniały jak miliony świetlików. Nagle usłyszałam jakieś odgłosy. Rozejrzałam się szybko dookoła i w oddali dostrzegłam dwa konie. Nie wyglądały mi znajomo więc schowałam się między krzaki. W pewnym momencie usłyszałam fragment ich rozmowy.
- Więc to jest to stado? - spytał pierwszy ogier
- Tak. Ale jakoś nie wygląda mi nadzwyczajnie. Jest jak każde inne które zaatakowaliśmy. - odpowiedział drugi
- No nie wiem. W końcu szef obserwował je od miesięcy. Słyszałem, że do tego stada należy jakaś niezwykle silna i piękna klacz. Nie atakowalibyśmy go gdybyśmy nie byli pewni.
- Może masz racje.
- Jeśli to prawda to Diabel nigdy nie przepuści takiej okazji. Mówił, że ta klacz to może być właśnie ta której szuka. Jego pozostałe partnerki nie były takie idealne. Jedna była piękna, ale słaba i delikatna jak mucha. Druga znowu była potulna jak baranek i strachliwa, a jeszcze inna była...
- Dobra dobra już rozumiem. - nagle zatrzymali się, a jeden z nich dodał:
- Jesteś pewny, że to tu?
- Tak. Zgodnie z tym co mówił nasz szpieg, ta klacz nie za bardzo lubi towarzystwo innych. Dlatego w dzień się ukrywa a po nocy łazi przy granicach. Jak jej tam było...?
- Sode No Shirayuki? - w tamtym momencie skamieniałam. Oni mówili o mnie? Przecież wyraźnie słyszałam swoje imię.
- Tak, chyba tak. Podobno nie jest typem imprezowiczki. Nie lubi jak ktoś jej rozkazuje i zwraca się do niej nie pełnym imieniem. Szefowi bardzo spodobał się jej charakterek. Słyszałem jak mówił, że nigdy nie pozwoli żeby mu uciekła. Nawet jeśli będzie ją musiał zabrać siłą albo będzie stawiała opór. - tamci zaśmiali się, a ja poczułam niekontrolowaną złość.
- Zachowaj spokój. - usłyszałam czyiś szept. Była to Lily. Spojrzałam na nią i wzięłam głęboki oddech. Ona zawsze umiała mi pomóc kiedy emocje brały nade mną górę.
- Stefan, powiedz mi czemu akurat my dostajemy zawsze najgorsze zadania. - powiedział jeden
- Spójrz na to z innej strony Mark - odrzekł koń nazwany Stefanem - Powinno pójść łatwo. Nie musimy podbijać od razu całego stada. - zastygłam w krzakach w bezruchu. Jeśli zrobię choć krok zdradzę moją kryjówkę, ale jeśli tamci będą tu czekać do rana? Zaczęłam się martwić o Nigera i Li. A co jeśli coś im się stanie?
- Słyszałeś to? - spytał Mark - Szelest. Dochodzi z tamtych krzaków. Sprawdźmy to. - powoli zaczęli podchodzić w moją stronę. Postanowiłam, że zrobię im tę przyjemność i sama do nich przyjdę. Podniosłam się więc z ziemi i podeszłam do ogierów.
- No no no. A kogóż my tu mamy? - wzrok miałam obojętny i zimny. Tamtym przeszedł po grzbietach dreszcz.
- Na pewno chcecie wiedzieć? - spytałam spokojnie
- Cóż wnioskując po twoim spojrzeniu i zachowaniu ty musisz być Sode No Shirayuki.
- Bingo. Punkt dla ciebie.
- Hej, nie pozwalaj sobie za wiele. - zaczął Stefan
- Przypadkiem usłyszałam waszą rozmowę i szczerze mówiąc... nie za bardzo mi się spodobało to co powiedzieliście.
- A według ciebie mieliśmy kłamać? - zaśmiał się Mark. Zrobiłam pare kroków w ich stronę.
- Radze mnie nie drażnić bo nie ręczę za siebie.
- Ojej, jak strasznie się boje - Stefan i Mark wyraźnie nie wiedzieli kim jestem. Czasami, kiedy nie potrafię opanować swoich emocji wokół mnie zaczyna padać śnieg. W zależności od moich humorów może być to łagodny śnieżek opadający leniwie na ziemie, lub potężna śnieżyca.
- Oj bój się bój. - powiedziałam - Ale tak na poważnie, czego tu szukacie?
- Skoro słyszałaś naszą rozmowę to wiesz chyba co nam do szczęścia potrzebne. Albo raczej naszemu szefowi - uśmiechnął się Mark - Ale spokojnie, dostaliśmy tylko rozkaz aby przekazać ci wiadomość.
- Och, już się nie mogę doczeać. A teraz mówcie co macie mówić i wynoście się stąd.
- Jesteś jeszcze bardziej bezczelna niż słyszałem - powiedział Stefan - I to się naszemu szefowi w tobie najbardziej podoba.
- Mamy ci tylko powiedzieć, że nasz szef ma cię na oku. Obserwuje cię od dłuższego czasu i jest tobą zainteresowany. A muszę ci powiedzieć, że on zawsze dostaje to czego chce. Lepiej zapamiętaj to imię, bo będzie ci towarzyszyć już do końca twoich dni. Diabel, po ciebie idzie. - ogiery odwrócili się i popędzili galopem w swoją strony. Wtedy zrozumiałam coś, czego obawiałam się najbardziej na świecie. Coś co było tak oczywiste, a jednak tak straszne. Mój koszmar. Wojna.
środa, 25 grudnia 2013
środa, 18 grudnia 2013
15. Zagubione moce
Następnego dnia obudziłam się w kiepskim nastroju. Byłam niespokojna i nerwowa.
- Stało się coś? - spytał Niger. Kiedy ogier wstał opowiedziałam mu mój sen. I znów nie zadawał żadnych pytań. Lecz od czasu wyznania mu prawdy coś się w nim zmieniło. Stał się jakiś markotniejszy i bardziej nerwowy. Zupełnie jakby coś go trapiło.
- Nie, wszystko w porządku. Po prostu... zastanawiam się nad tym snem. - Niger poszedł gdzieś w głąb lasu, a ja położyłam się na trawie i zaczęłam myśleć.
- "Śnieg topnieje już powoli...". Co to może znaczyć? Zima już dawno się skończyła. Chyba, że to metafora. - spojrzałam w niebo i westchnęłam. Nie wiedziałam co robić dalej.
- No dobrze, a "serce Sode bardzo boli" ? - zamknęłam oczy. Pomyślałam co się stało od dołączenia do stada Li. Pomyślałam też o całym bólu który doświadczyłam, o wszystkich koniach które poznałam, o każdym nawet najmniej wartym uwagi dniu.
- Czy naprawdę... jest ze mną aż tak źle? - westchnęłam i powoli otworzyłam oczy.
- Niger! - krzyknęłam i poderwałam się na nogi - Nie strasz mnie tak.
- Przepraszam. Ja po prostu... - wydawał się jakiś taki bardziej przygaszony niż zwykle.
- Co się stało? - spytałam delikatnie. Ogier spojrzał mi prosto w oczy.
- Muszę... skoro ty powiedziałaś mi całą prawdę... - wziął głęboki oddech - To ja też ci ją powiem. - teraz ja spojrzałam na Nigera.
- Wiem... że ty byłaś ze mną absolutnie szczera, więc ciężko byłoby ukrywać przed tobą prawdę. Nie dałbym rady. Shirayuki ja... ja nie jestem takim zwykłym koniem. Ja jestem... mieszańcem. Mój ojciec był ziemskim koniem ale... moja matka... - widać było że przychodzi mu to z wielkim trudem. Nie chciałam go poganiać. Dobrze wiem co to znaczy dusić w sobie uczucia i całą prawdę.
- Spokojnie, jeśli nie chcesz to nie musisz mi nic mówić. - ogier pokręcił głową.
- Moja matka była... Ognistym Koniem - w tamtym momencie coś we mnie pękło. Niger? On miałby być synem Ognistej Klaczy? W sekundę znienawidziłam Nigera. W głowie przeleciały mi wszystkie wspomnienia o koniach, które zamordowały całą moją rodzinę. Jednak po chwili, mój gniew ustąpił. Uśmiechnęłam się delikatnie do ogiera.
- No i co? - spytałam spokojnym głosem
- No i co? - nie dowierzał - Ty się jeszcze pytasz? Przecież Ogniste Konie wymordowały całe twoje stado, twoich bliskich, przyjaciół, wszystkich na których ci zależało. Wszystkich których kochałaś. A ty przyjmujesz to z takim spokojem?
- W pewnej sekundzie, rzeczywiście znienawidziłam cię najbardziej na świecie. Miałam ochotę się na ciebie rzucić, ale... to przecież nie była wcale twoja wina. Nie miałeś nic do gadania. - Nigerowi pociekła po policzku łza
- Myślałem że... nigdy więcej się do mnie nie odezwiesz.
- Nie mogłabym tego zrobić. A wiesz dlaczego? Bo to właśnie dzięki tobie zrozumiałam, że są na tym świecie konie z uczuciami. Ty nie jesteś taki obojętny i zimny jak niektórzy. To nie twoja wina, że płynie w tobie krew Ognistych koni. Nikt nie wybiera w jakiej urodzi się rodzinie.
- Ale... przecież oni nadal zabili tych których kochałaś. - Niger wciąż nie rozumiał
- Myślę, że jednak nie wszystkich - uśmiechnęłam się do ogiera i spojrzałam mu prosto w oczy. Właśnie wtedy, właśnie tamtego dnia zrozumiałam ile Niger dla mnie znaczy. Usiedliśmy razem pod rozłorzystym drzewem. Przytuliłam się do ogiera i zamknęłam oczy. Nigdy się tak nie czułam. Miałam wrażenie, że mogę zrobić wszystko. I wtedy nagle...
- Shirayuki, patrz. - powiedział ogier. Otworzyłam powoli oczy, ale nie mogłam uwierzyć w to co widzę.
- Śnieg... - szepnęłam. Mimo iż był środek lata, z nieba sypał śnieżno biały puch.
- Jest zupełnie taki jak ty. - stwierdził Niger. Przyjrzałam mu się uważniej. Faktycznie. Ogier miał rację. A skoro śnieg był zupełnie taki jak ja i do tego padał w lecie, mogło to oznaczać tylko jedno.
- Odzyskałam swoje moce. - uśmiechnęłam się i znowu zamknęłam oczy. Biały puch, który łagodnie opadał na mój grzbiet, padał jeszcze przez cały dzień. A kiedy w końcu przestał, wokół nas wszystko spowite było w nieskazitelną biel.
***
Trzeciego dnia po zaakceptowaniu moich uczuć, dotarliśmy w końcu do Stada Wiecznego Życia. Wszyscy bardzo się niepokoili. Nigera porwał tłum koni pytających go co się wydarzyło. O mnie jednak nikt nie pamiętał. Mimo to w głębi ducha byłam szczęśliwa. Pomimo tego co wydarzyło się od naszego porwania, mój charakter nie zmienił się ani odrobinę. Wciąż byłam pusta i samolubna. Jeszcze przez chwilę patrzyłam na świętujące konie z powrotu Nigera. W końcu jednak odwróciłam się i skierowałam twarz w stronę Samotnej Rzeki, lecz usłyszałam za mną jeszcze głos.
- Ciesze się że wróciłaś Sode. - była to Li. I szczerze mówiąc nie przeszkadzało mi to że powiedziała do mnie "Sode".
- Ja też. - wyznałam
- Wiem, że nie za bardzo lubisz się zwierzać więc nie będę cię pytać gdzie byłaś. Ale mam jeszcze do ciebie wiadomość od Nigera.
- Wiadomość? - Li kiwnęła głową
- Powiedział: "Śnieg". - uśmiechnęłam się pod nosem i nic nie mówiąc odeszłam od Li. Kiedy się oddaliłam, z mojej grzywy wyleciała Lily
- "Śnieg" ? - spytała
- Ustaliliśmy, że na razie nie będziemy nikomu mówić co się wydarzyło. A "śnieg" to takie nasze hasło.
- A co ono oznacza? - podniosłam głowę i spojrzałam na pojawiające się powoli gwiazdy. Uśmiechnęłam się i odparłam:
- To znaczy, kocham cię.
- Stało się coś? - spytał Niger. Kiedy ogier wstał opowiedziałam mu mój sen. I znów nie zadawał żadnych pytań. Lecz od czasu wyznania mu prawdy coś się w nim zmieniło. Stał się jakiś markotniejszy i bardziej nerwowy. Zupełnie jakby coś go trapiło.
- Nie, wszystko w porządku. Po prostu... zastanawiam się nad tym snem. - Niger poszedł gdzieś w głąb lasu, a ja położyłam się na trawie i zaczęłam myśleć.
- "Śnieg topnieje już powoli...". Co to może znaczyć? Zima już dawno się skończyła. Chyba, że to metafora. - spojrzałam w niebo i westchnęłam. Nie wiedziałam co robić dalej.
- No dobrze, a "serce Sode bardzo boli" ? - zamknęłam oczy. Pomyślałam co się stało od dołączenia do stada Li. Pomyślałam też o całym bólu który doświadczyłam, o wszystkich koniach które poznałam, o każdym nawet najmniej wartym uwagi dniu.
- Czy naprawdę... jest ze mną aż tak źle? - westchnęłam i powoli otworzyłam oczy.
- Niger! - krzyknęłam i poderwałam się na nogi - Nie strasz mnie tak.
- Przepraszam. Ja po prostu... - wydawał się jakiś taki bardziej przygaszony niż zwykle.
- Co się stało? - spytałam delikatnie. Ogier spojrzał mi prosto w oczy.
- Muszę... skoro ty powiedziałaś mi całą prawdę... - wziął głęboki oddech - To ja też ci ją powiem. - teraz ja spojrzałam na Nigera.
- Wiem... że ty byłaś ze mną absolutnie szczera, więc ciężko byłoby ukrywać przed tobą prawdę. Nie dałbym rady. Shirayuki ja... ja nie jestem takim zwykłym koniem. Ja jestem... mieszańcem. Mój ojciec był ziemskim koniem ale... moja matka... - widać było że przychodzi mu to z wielkim trudem. Nie chciałam go poganiać. Dobrze wiem co to znaczy dusić w sobie uczucia i całą prawdę.
- Spokojnie, jeśli nie chcesz to nie musisz mi nic mówić. - ogier pokręcił głową.
- Moja matka była... Ognistym Koniem - w tamtym momencie coś we mnie pękło. Niger? On miałby być synem Ognistej Klaczy? W sekundę znienawidziłam Nigera. W głowie przeleciały mi wszystkie wspomnienia o koniach, które zamordowały całą moją rodzinę. Jednak po chwili, mój gniew ustąpił. Uśmiechnęłam się delikatnie do ogiera.
- No i co? - spytałam spokojnym głosem
- No i co? - nie dowierzał - Ty się jeszcze pytasz? Przecież Ogniste Konie wymordowały całe twoje stado, twoich bliskich, przyjaciół, wszystkich na których ci zależało. Wszystkich których kochałaś. A ty przyjmujesz to z takim spokojem?
- W pewnej sekundzie, rzeczywiście znienawidziłam cię najbardziej na świecie. Miałam ochotę się na ciebie rzucić, ale... to przecież nie była wcale twoja wina. Nie miałeś nic do gadania. - Nigerowi pociekła po policzku łza
- Myślałem że... nigdy więcej się do mnie nie odezwiesz.
- Nie mogłabym tego zrobić. A wiesz dlaczego? Bo to właśnie dzięki tobie zrozumiałam, że są na tym świecie konie z uczuciami. Ty nie jesteś taki obojętny i zimny jak niektórzy. To nie twoja wina, że płynie w tobie krew Ognistych koni. Nikt nie wybiera w jakiej urodzi się rodzinie.
- Ale... przecież oni nadal zabili tych których kochałaś. - Niger wciąż nie rozumiał
- Myślę, że jednak nie wszystkich - uśmiechnęłam się do ogiera i spojrzałam mu prosto w oczy. Właśnie wtedy, właśnie tamtego dnia zrozumiałam ile Niger dla mnie znaczy. Usiedliśmy razem pod rozłorzystym drzewem. Przytuliłam się do ogiera i zamknęłam oczy. Nigdy się tak nie czułam. Miałam wrażenie, że mogę zrobić wszystko. I wtedy nagle...
- Shirayuki, patrz. - powiedział ogier. Otworzyłam powoli oczy, ale nie mogłam uwierzyć w to co widzę.
- Śnieg... - szepnęłam. Mimo iż był środek lata, z nieba sypał śnieżno biały puch.
- Jest zupełnie taki jak ty. - stwierdził Niger. Przyjrzałam mu się uważniej. Faktycznie. Ogier miał rację. A skoro śnieg był zupełnie taki jak ja i do tego padał w lecie, mogło to oznaczać tylko jedno.
- Odzyskałam swoje moce. - uśmiechnęłam się i znowu zamknęłam oczy. Biały puch, który łagodnie opadał na mój grzbiet, padał jeszcze przez cały dzień. A kiedy w końcu przestał, wokół nas wszystko spowite było w nieskazitelną biel.
***
Trzeciego dnia po zaakceptowaniu moich uczuć, dotarliśmy w końcu do Stada Wiecznego Życia. Wszyscy bardzo się niepokoili. Nigera porwał tłum koni pytających go co się wydarzyło. O mnie jednak nikt nie pamiętał. Mimo to w głębi ducha byłam szczęśliwa. Pomimo tego co wydarzyło się od naszego porwania, mój charakter nie zmienił się ani odrobinę. Wciąż byłam pusta i samolubna. Jeszcze przez chwilę patrzyłam na świętujące konie z powrotu Nigera. W końcu jednak odwróciłam się i skierowałam twarz w stronę Samotnej Rzeki, lecz usłyszałam za mną jeszcze głos.
- Ciesze się że wróciłaś Sode. - była to Li. I szczerze mówiąc nie przeszkadzało mi to że powiedziała do mnie "Sode".
- Ja też. - wyznałam
- Wiem, że nie za bardzo lubisz się zwierzać więc nie będę cię pytać gdzie byłaś. Ale mam jeszcze do ciebie wiadomość od Nigera.
- Wiadomość? - Li kiwnęła głową
- Powiedział: "Śnieg". - uśmiechnęłam się pod nosem i nic nie mówiąc odeszłam od Li. Kiedy się oddaliłam, z mojej grzywy wyleciała Lily
- "Śnieg" ? - spytała
- Ustaliliśmy, że na razie nie będziemy nikomu mówić co się wydarzyło. A "śnieg" to takie nasze hasło.
- A co ono oznacza? - podniosłam głowę i spojrzałam na pojawiające się powoli gwiazdy. Uśmiechnęłam się i odparłam:
- To znaczy, kocham cię.
środa, 11 grudnia 2013
14. Nadzieja przepełniona miłością
Kiedy się obudziłam słońce już świtało. Rozejrzałam się dookoła. Niger chodził w około, co chwilę przystawał i znów zmieniał kierunek. Gdy zobaczył że się obudziłam i przyglądam się mu, zmieszał się i wybełkotał
- Dzień dobry
- Czy dobry to się okaże. - odparłam i wstałam - W każdym razie ruszajmy dalej. Musimy odnaleźć drogę powrotną do stada. Wczoraj pozwoliliśmy sobie na całodzienny odpoczynek, więc teraz będziemy musieli to nadrobić. - szliśmy w milczeniu. Około południa zatrzymaliśmy się na przestronnej łące, na chwilę przerwy. Jednak wkrótce ruszyliśmy w dalszą drogę.
- Sode No Shirayuki? - Niger przerwał tą ciszę
- Co jest?
- Miałem ci tego nie mówić ale... jakby to powiedzieć... Kiedy zabierali nas do tej stajni to ja... na parę chwil się obudziłem.
- I...? Co w związku z tym?
- No... ja... słyszałem jak ty... mówiłaś przez sen. - zatrzymałam się gwałtownie, a Niger o mało we mnie nie wpadł.
- Co mówiłam? - spytałam szybko
- Właściwie... to nie jestem pewny czy mówiłaś to przez sen. - Niger chyba żałował że podjął ten temat, ale ja musiałam się dowiedzieć.
- Nie przypominam sobie żebym się obudziła
- No nie wiem... może. Wyglądałaś wtedy jakoś dziwnie.
- To znaczy?
- Byłaś taka niespokojna. Nie wiedziałem czy coś ci się stało. Mówiłaś coś... o jakiejś przepowiedni, o losie i przeznaczeniu... nie za dobrze wszystko usłyszałem.
- A mówiłam coś konkretnego? - serce biło mi szybciej. Musiałam zapytać.
- Coś o jakimś cudzie i lodzie... córce, która przeżyła... to wszystko co zapamiętałem. - upadłam na trawę i zamknęłam oczy. Powoli, z pod tych zamkniętych powiek spłynęła mi łza. Nigdy nie lubiłam płakać. Zawsze kiedy byłam bliska płaczu potrafiłam nad tym zapanować. Powstrzymywałam się. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że płacz wymywa wszystko co boli. Każde przykre wspomnienie. Każdą troskę i cierpienie. Każdy, nawet najmniejszy ból w sercu.
- Co się stało, Shirayuki? - spytał cicho
- Ja... ja już nie mogę. Nie mogę tego w sobie dusić.
- Więc nie duś. - otworzyłam oczy. Przede mną pojawiła się Lily - Wiem, że to może być dla ciebie trudne, ale zrób to. Uwierz mi, każdy czegoś się boi. - spojrzałam na Nigera i westchnęłam
- Wielu polegnie, wielu straci lód,
lecz na polu bitwy ostanie wielki cud.
Córka przeżyje nikt więcej nie zostanie,
pewnego dnia nagle zginie w pamięci pozostanie. - patrzyłam na Nigera, który przyglądał mi się ze zdziwieniem.
- Czy to...
- To to słyszałeś prawda? - ogier kiwnął głową
- Nie powiedziałam ci całej prawdy. To co właśnie usłyszałeś, to stara przepowiednia szamanki z mojego rodzinnego stada. Tuż przed wojną przepowiedziała przebieg ostatniej bitwy. Przepowiedziała, że tylko ja przeżyje. Że zostanę sama, że będę ostatnim Śnieżnym Koniem. Ukrywałam to przed całym światem, w nadziei aż doczekam spełnienia przepowiedni. Aż po prostu znikne z tego świata... do czasu aż nie spotkałam ciebie. To ty przyniosłeś mi drugą część przepowiedni. Zrozumiałam, że aby pierwsza przepowiednia się spełniła muszę odnaleźć sens życia. Szukając go dotarłam tutaj. - Przez resztę dnia szliśmy w milczeniu. Niger nie pytał czemu ukryłam to przed nim. Byłam mu za to wdzięczna. Miałam wrażenie, że rozumie mnie lepiej niż pozostałe konie. Że jest po prostu inny... Gdy zatrzymaliśmy się na noc, Niger szybko zasnął. Przez większość czasu patrzyłam na niego i dziękowałam za to, że akurat z nim mnie porwano. Kiedy w końcu zasnęłam, śniło mi się coś za czym najbardziej tęskniłam. Moi rodzice. Uśmiech mojej matki... ile bym oddała żeby znów go zobaczyć. Ile bym oddała, aby znów usłyszeć głos mojego ojca. Właśnie taki był ten sen. Moi rodzice stali obok siebie. W pewnym momencie moja matka się uśmiechnęła, a mój ojciec przemówił do mnie, smutnym ale budzącym otuchę w sercu głosem.
- "Śnieg topnieje już powoli,
serce Sode, bardzo boli.
Córka przy życiu jeszcze zostanie,
pewnego dnia nagle zginie w pamięci pozostanie..."
- Dzień dobry
- Czy dobry to się okaże. - odparłam i wstałam - W każdym razie ruszajmy dalej. Musimy odnaleźć drogę powrotną do stada. Wczoraj pozwoliliśmy sobie na całodzienny odpoczynek, więc teraz będziemy musieli to nadrobić. - szliśmy w milczeniu. Około południa zatrzymaliśmy się na przestronnej łące, na chwilę przerwy. Jednak wkrótce ruszyliśmy w dalszą drogę.
- Sode No Shirayuki? - Niger przerwał tą ciszę
- Co jest?
- Miałem ci tego nie mówić ale... jakby to powiedzieć... Kiedy zabierali nas do tej stajni to ja... na parę chwil się obudziłem.
- I...? Co w związku z tym?
- No... ja... słyszałem jak ty... mówiłaś przez sen. - zatrzymałam się gwałtownie, a Niger o mało we mnie nie wpadł.
- Co mówiłam? - spytałam szybko
- Właściwie... to nie jestem pewny czy mówiłaś to przez sen. - Niger chyba żałował że podjął ten temat, ale ja musiałam się dowiedzieć.
- Nie przypominam sobie żebym się obudziła
- No nie wiem... może. Wyglądałaś wtedy jakoś dziwnie.
- To znaczy?
- Byłaś taka niespokojna. Nie wiedziałem czy coś ci się stało. Mówiłaś coś... o jakiejś przepowiedni, o losie i przeznaczeniu... nie za dobrze wszystko usłyszałem.
- A mówiłam coś konkretnego? - serce biło mi szybciej. Musiałam zapytać.
- Coś o jakimś cudzie i lodzie... córce, która przeżyła... to wszystko co zapamiętałem. - upadłam na trawę i zamknęłam oczy. Powoli, z pod tych zamkniętych powiek spłynęła mi łza. Nigdy nie lubiłam płakać. Zawsze kiedy byłam bliska płaczu potrafiłam nad tym zapanować. Powstrzymywałam się. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że płacz wymywa wszystko co boli. Każde przykre wspomnienie. Każdą troskę i cierpienie. Każdy, nawet najmniejszy ból w sercu.
- Co się stało, Shirayuki? - spytał cicho
- Ja... ja już nie mogę. Nie mogę tego w sobie dusić.
- Więc nie duś. - otworzyłam oczy. Przede mną pojawiła się Lily - Wiem, że to może być dla ciebie trudne, ale zrób to. Uwierz mi, każdy czegoś się boi. - spojrzałam na Nigera i westchnęłam
- Wielu polegnie, wielu straci lód,
lecz na polu bitwy ostanie wielki cud.
Córka przeżyje nikt więcej nie zostanie,
pewnego dnia nagle zginie w pamięci pozostanie. - patrzyłam na Nigera, który przyglądał mi się ze zdziwieniem.
- Czy to...
- To to słyszałeś prawda? - ogier kiwnął głową
- Nie powiedziałam ci całej prawdy. To co właśnie usłyszałeś, to stara przepowiednia szamanki z mojego rodzinnego stada. Tuż przed wojną przepowiedziała przebieg ostatniej bitwy. Przepowiedziała, że tylko ja przeżyje. Że zostanę sama, że będę ostatnim Śnieżnym Koniem. Ukrywałam to przed całym światem, w nadziei aż doczekam spełnienia przepowiedni. Aż po prostu znikne z tego świata... do czasu aż nie spotkałam ciebie. To ty przyniosłeś mi drugą część przepowiedni. Zrozumiałam, że aby pierwsza przepowiednia się spełniła muszę odnaleźć sens życia. Szukając go dotarłam tutaj. - Przez resztę dnia szliśmy w milczeniu. Niger nie pytał czemu ukryłam to przed nim. Byłam mu za to wdzięczna. Miałam wrażenie, że rozumie mnie lepiej niż pozostałe konie. Że jest po prostu inny... Gdy zatrzymaliśmy się na noc, Niger szybko zasnął. Przez większość czasu patrzyłam na niego i dziękowałam za to, że akurat z nim mnie porwano. Kiedy w końcu zasnęłam, śniło mi się coś za czym najbardziej tęskniłam. Moi rodzice. Uśmiech mojej matki... ile bym oddała żeby znów go zobaczyć. Ile bym oddała, aby znów usłyszeć głos mojego ojca. Właśnie taki był ten sen. Moi rodzice stali obok siebie. W pewnym momencie moja matka się uśmiechnęła, a mój ojciec przemówił do mnie, smutnym ale budzącym otuchę w sercu głosem.
- "Śnieg topnieje już powoli,
serce Sode, bardzo boli.
Córka przy życiu jeszcze zostanie,
pewnego dnia nagle zginie w pamięci pozostanie..."
środa, 4 grudnia 2013
13. Prawda
Byłam wolna. Nareszcie znów byłam wolna. Wprost nie posiadałam się z radości. Galopowałam z Nigerem całą noc bez przerwy, aby dać upust naszym emocjom. W końcu tuż przed wschodem słońca zatrzymaliśmy się na odpoczynek, pod wielkim rozłożystym drzewem. Usiadłam przy samym pniu i zamknęłam oczy. Czułam wiatr który rozwiewał mi grzywe, trzepot skrzydeł Lily, a nawet bicie mojego serca.
- Em... Sode No Shirayuki...?
- Tak? - spytałam nie podnosząc powiek
- Wiesz... wtedy w stajni... ja myślałem że... zostawisz mnie tam i... - otworzyłam oczy i spojrzałam na Nigera.
- Nie ma o czym mówić. Na moim miejscu zrobiłbyś tak samo. - Niger pokiwał głową
- Kiedy tak rzuciłaś się do stajni ratować Alfreda to trochę się...
- Wkurzyłeś, zdziwiłeś? - spytałam. Ogier pokręcił przecząco głową
- Wręcz przeciwnie. Ucieszyłem się. Zrozumiałem wtedy, że nie jesteś taka pusta i obojętna na wszystko. Czasem potrafisz troszczyć się o innych. Jesteś dobra - gdy Niger skończył mówić ja wstałam gwałtownie i powiedziałam mu prosto w pysk:
- Nie myśl sobie, że jestem potulna jak baranek. Nie jestem dobra. Ja w przeciwieństwie do innych nie przepadam za ciepłą herbatką i pogaduszkami z przyjaciółmi. - Niger przełknął ślinę - A teraz siadaj, opowiem ci moją historię. - teraz ogier stanął jak słup soli - Ogłuchłeś? - spytałam sucho. Niger podszedł do pnia drzewa i usiadł. Zrobiłam to samo.
- Jeszce nigdy nikomu tego nie opowiadałam. Nawet Lily nie zna całej prawdy. Słuchaj, jeśli komukolwiek piśniesz choćby słowo to cię... - przerwałam i spojrzałam na zdenerwowanego ogiera. Westchnęłam i zaczęłam opowiadać. Niger wsłuchiwał się w każde moje słowo. Kiedy opowiadałam mu o "tajemniczym ogierze" wyglądał jak zaczarowany i nie wydawał nawet najmniejszych odgłosów. Mimo to jakoś przemyciłam fakt o przepowiedni szamanki.
- Więc sam widzisz. Jak mogę się zachowywać jak ty czy Li skoro tyle przeżyłam. Ja nigdy się nie zmienię. Nawet gdybym bardzo chciała. - spuściłam głowę i pomyślałam o moich rodzicach i rodzinnym stadzie. W pewnym momencie poczułam coś na grzbiecie. Obejrzałam się i zobaczyłam Nigera. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Ogier przysunął się bliżej mnie, zamknął oczy i oparł na mnie głowę.
- Przepraszam. - szepnął - Nie pozwolę, żebyś jeszcze kiedyś była samotna. Nigdy... - jego słowa zadźwięczały mi w uszach. To samo powiedziała Lily. Miałam ochotę zrzucić Nigera i powiedzieć mu aby się ode mnie odkleił, ale jednak... nie mogłam. Jakaś niewidzialna siła drzemiąca głęboko we mnie nie pozwalała mi tego zrobić.
- Shirayuki. Skoro już i tak wiesz co mnie spotkało, mów mi Shirayuki. - Zamknęłam oczy i pozwoliłam ponieść się emocjom. Znów pomyślałam o rodzicach. Uśmiechali się do mnie i patrzyli na mnie. Czuwali nade mną. Otworzyłam z powrotem oczy i spojrzałam w niebo. Ostatnie gwiazdy gasły wraz z wschodzącym słońcem. Mimo to zdołałam zobaczyć dwie z nich, które patrzyły na mnie z góry. To byli oni. Ci którym zawdzięczam życie.
- Em... Sode No Shirayuki...?
- Tak? - spytałam nie podnosząc powiek
- Wiesz... wtedy w stajni... ja myślałem że... zostawisz mnie tam i... - otworzyłam oczy i spojrzałam na Nigera.
- Nie ma o czym mówić. Na moim miejscu zrobiłbyś tak samo. - Niger pokiwał głową
- Kiedy tak rzuciłaś się do stajni ratować Alfreda to trochę się...
- Wkurzyłeś, zdziwiłeś? - spytałam. Ogier pokręcił przecząco głową
- Wręcz przeciwnie. Ucieszyłem się. Zrozumiałem wtedy, że nie jesteś taka pusta i obojętna na wszystko. Czasem potrafisz troszczyć się o innych. Jesteś dobra - gdy Niger skończył mówić ja wstałam gwałtownie i powiedziałam mu prosto w pysk:
- Nie myśl sobie, że jestem potulna jak baranek. Nie jestem dobra. Ja w przeciwieństwie do innych nie przepadam za ciepłą herbatką i pogaduszkami z przyjaciółmi. - Niger przełknął ślinę - A teraz siadaj, opowiem ci moją historię. - teraz ogier stanął jak słup soli - Ogłuchłeś? - spytałam sucho. Niger podszedł do pnia drzewa i usiadł. Zrobiłam to samo.
- Jeszce nigdy nikomu tego nie opowiadałam. Nawet Lily nie zna całej prawdy. Słuchaj, jeśli komukolwiek piśniesz choćby słowo to cię... - przerwałam i spojrzałam na zdenerwowanego ogiera. Westchnęłam i zaczęłam opowiadać. Niger wsłuchiwał się w każde moje słowo. Kiedy opowiadałam mu o "tajemniczym ogierze" wyglądał jak zaczarowany i nie wydawał nawet najmniejszych odgłosów. Mimo to jakoś przemyciłam fakt o przepowiedni szamanki.
- Więc sam widzisz. Jak mogę się zachowywać jak ty czy Li skoro tyle przeżyłam. Ja nigdy się nie zmienię. Nawet gdybym bardzo chciała. - spuściłam głowę i pomyślałam o moich rodzicach i rodzinnym stadzie. W pewnym momencie poczułam coś na grzbiecie. Obejrzałam się i zobaczyłam Nigera. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Ogier przysunął się bliżej mnie, zamknął oczy i oparł na mnie głowę.
- Przepraszam. - szepnął - Nie pozwolę, żebyś jeszcze kiedyś była samotna. Nigdy... - jego słowa zadźwięczały mi w uszach. To samo powiedziała Lily. Miałam ochotę zrzucić Nigera i powiedzieć mu aby się ode mnie odkleił, ale jednak... nie mogłam. Jakaś niewidzialna siła drzemiąca głęboko we mnie nie pozwalała mi tego zrobić.
- Shirayuki. Skoro już i tak wiesz co mnie spotkało, mów mi Shirayuki. - Zamknęłam oczy i pozwoliłam ponieść się emocjom. Znów pomyślałam o rodzicach. Uśmiechali się do mnie i patrzyli na mnie. Czuwali nade mną. Otworzyłam z powrotem oczy i spojrzałam w niebo. Ostatnie gwiazdy gasły wraz z wschodzącym słońcem. Mimo to zdołałam zobaczyć dwie z nich, które patrzyły na mnie z góry. To byli oni. Ci którym zawdzięczam życie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)