środa, 29 stycznia 2014

21. Życie

- Niger, co ty tu robisz? - wrzasnęłam, próbując przekrzyczeć bitewną wrzawę - Kazałam ci się schować! - ogier obejrzał się na mnie. Widziałam że nie był w dobrej formie. Wciąż był cały obolały i posiniaczony po spotkaniu z Diabelem. Przedarłam się przez tłum walczących i przekroczyłam Samotną Rzekę stając na przeciw Nigerowi
- Co ty sobie myślisz?! Miałeś zostać i odpoczywać! - ogier spuścił głowę myślałam, że żałuję tego co zrobił jednak było zupełnie inaczej. Kiedy na mnie spojrzał w jego oczach nie było widać nawet krzty wahania.
- Wybacz, ale nie mogłem tak siedzieć bezczynnie podczas gdy inni ryzykują życie. - stałam zastanawiając się co mu odpowiedzieć. Był taki pewny siebie. Czuł że nie może postąpić inaczej. A ja? Pełna nienawiści, goryczy i wściekłości. Byłam przepełniona samotnością i obojętnością zaś w swoim sercu nosiłam tylko pustkę. Jednak nie zawsze tak było. Trzy lata temu byłam źrebakiem przepełnionym wielkimi nadziejami i planami. Taka beztroska i niewinna. Lecz mimo to wiele koni czyhało na moje życie. Moi rodzice bardzo się o mnie bali. W trosce o moje życie, zamykali mnie w naszej jaskini otoczonej przez całą masę strażników. Cały czas siedziałam bezczynnie myśląc czemu nie mogę iść się pobawić na zewnątrz. Wiem że to nie była wina mojego ojca, ani matki ale już wtedy zaczęłam stawać się taką jaka jestem dziś. Była to wina wojny. To ona ostatecznie przesądziła o mym losie. Ja nie miałam nic do powiedzenia w tej sprawie. Dzień w dzień odcięta od świata zaczęła mnie dręczyć nuda i... samotność. Mnie, klacz, która chciała ją wybrać, dręczyła mnie. Dopiero po wojnie zaczęłam się oddalać od innych. Kiedy wylazłam z wielkiej dziupli gdzie schowała mnie moja matka, ziemia zalana była krwią, a w powietrzu wciąż można było wyczuć ten strach, pot i łzy. Chodziłam po tak dobrze znanych mi terenach, ale jednak czułam się niepewnie i nieswojo. Kraina Lodu, najpiękniejsza zimowa kraina była nie do poznania. Ogniste Konie doszczętnie ją zniszczyły. Im bardziej zagłębiałam się w tereny tym bardziej się bałam. Tym więcej martwych koni leżało na ziemi. I tym bardziej moje serce stawało się zimniejsze od lodu. Jaki źrebak nie zwariowałby widząc tyle cierpienia? I jakiemu źrebakowi nie ugięłyby się kolana widząc martwe ciała swoich rodziców? Tak też stało się ze mną. Pełna rozpaczy i bólu skuliłam się na ziemi. W tej krwi wyglądałam jak maleńka wyspa na środku wielkiego morza cierpienia. Czas przestał mieć dla mnie znaczenie. Przestałam reagować na wszystko dookoła. Mój umysł pogrążył się w rozpaczy. Nie wiem ile tak tam siedziałam. Bez ruchu, bez jedzenia, bez picia, bez snu, bez jakichkolwiek znaków życia. Nie wiadomo co by się ze mną stało gdyby nie pewna klacz, która akurat tamtędy przechodziła. Nazywała się Diana. Rozglądała się wszędzie dookoła. Była przerażona. Kiedy tylko mnie zobaczyła podbiegła natychmiast i zajęła się mną.
- Kochana co ty tutaj robisz? Gdzie twój dom? Gdzie twoi rodzice?
- Ja... już nie mam domu... - były to jedne z niewielu słów które wypowiedziałam, gdy zajęła się mną Diana. Rzadko się odzywałam, rzadko przebywałam w towarzystwie innych. Nigdy się nie uśmiechałam. Klacz zaprowadziła mnie do swojego stada. Nie tylko ona przejęła się mną i moją historią. Lecz jak wcześniej mówiłam, nigdy nikomu nic nie powiedziałam. Każdy koń był przerażony opowieścią Diany i tym gdzie mnie znalazła. Tymczasem ja, zamiast przerażenia czułam już pustkę. Mój wzrok mówił, jakby już na niczym mi nie zależało. Lecz jednak w tych oczach ukryta była iskra, która objawiła się w chwili mojej śmierci.
- Proszę Sode - szepnął Niger. Jego słowa wyrwały mnie z zamyślenia. Jeszcze raz spojrzałam mu prosto w oczy. Większość koni chyba zemdlałaby patrząc na mnie w tej chwili, lecz on był nieugięty. Westchnęłam
- Niger. - zaczęłam - Wiesz że cię kocham. Nie chce cię stracić. Dlatego masz mnie nie odstępować nawet na krok zrozumiano?
- Tak jest! - na twarzy Nigera zagościł uśmiech
- Ale jeśli tak, to mam dla ciebie pewną bardzo przydatną radę - powoli cofnęłam się o kilka kroków, wyprężyłam się i skoczyłam nad głową Nigera prosto na jednego z wojowników Diabela - Skup się na walce.
- Jasne... - odparł Niger z nutką wdzięczności w głosie.

1 komentarz:

  1. Zajrzysz do mojego bloga prosze ? :)) http://camille-qh.blogspot.com/ świetna opowieść !

    OdpowiedzUsuń