środa, 5 lutego 2014

22. Poświęcenie

Żyj lub giń. Taka jest zasada wojny. Jedyna jaka istnieje. Każdy wkraczając na pole bitwy musi się liczyć z konsekwencjami tej decyzji. Walka stawała się coraz bardziej zacięta. Pomimo wielu strat żadna ze stron nie chciała się poddać. Wszyscy walczyli do ostatniej kropli krwi. Jednak po tak długiej bitwie konie zaczynały powoli tracić siły. Niektórzy starali się unikać zabijania lecz ja pokonałam już mnóstwo wrogów. Nie miałam dla nikogo litości. Pomogłam także wielu koniom z mojego stada, lecz oni byli bardziej przerażeni niż wdzięczni. W miarę jak walka stawała się groźniejsza i bardziej zacięta ja traciłam resztki uczuć. Byłam bezwzględna, okrutna i przede wszystkim... żądna krwi. Nawet gdy próbowałam być miła moje oczy zdawały się mówić coś zupełnie innego. Były puste i zimne. Raz za razem powalałam przeciwników na ziemie. Wiele razy próbowali mnie okrążyć lecz za każdym razem byłam sprytniejsza od nich. Jednak pomimo szalejącej burzy w moim sercu, pamiętałam o Nigerze. Co chwilę na niego zerkałam. Widziałam że był już zmęczony. Jego rany nie zagoiły się całkowicie. Bałam się że mogą mu się otworzyć więc nie odstępowałam go nawet na krok. Ogier starał się to ukryć lecz ja dobrze wiedziałam co się dzieję. W trakcie walki wszystko może się zdarzyć. Byłam na to gotowa. Ale straciłam grunt pod nogami kiedy ujrzałam Diabela. W jednej sekundzie zapomniałam o całym świecie. Szłam prosto na niego. Popychałam i odtrącałam inne konie. Myślałam tylko o jednym. O nim. W końcu ogier dostrzegł mnie i uśmiechnął się złośliwie. Stanęłam na przeciw niemu. Patrzyłam w jego pozbawioną skrupułów twarz. Milczałam
- Mam nadzieję że wojna ci się podoba. To mój prezent weselny dla ciebie. Wiem jak przepadasz za zapachem krwi. - Diabel zaśmiał mi się w twarz
- Nadal marzysz że ci się poddam?
- Ja to wiem kochana. Taki jest twój los, twoje przeznaczenie - na słowo przeznaczenie coś we mnie wybuchło. Poczułam przeszywający mnie ból i cierpienie. Czułam całą rozpacz jaką doznałam w całym moim życiu. Spuściłam łeb, zamknęłam oczy i odezwałam się cicho
- Ty...  ty... nie masz pojęcia... nie masz pojęcia co ja przeszłam. Nic, a nic o mnie nie wiesz... traktujesz mnie jak jakiś przedmiot... jak jakiś nic nie warty śmieć... - powoli podniosłam głowę i otworzyłam oczy - I ty śmiesz mówić o moim przeznaczeniu?
- Moja droga po co te nerwy - Diabel zaczął się cofać w stronę zagłębienia przy wielkiej skale naprzeciw Samotnej Rzeki. Szedł prosto w pułapkę
- Jak śmiesz?! Ty nic nie rozumiesz! Nigdy nikogo nie kochałeś, nigdy nikogo nie pocieszałeś. Skąd ty możesz o mnie cokolwiek wiedzieć?!
- Uwierz mi wiem aż za dużo. - ogier obejrzał się dookoła, i uśmiechnął lekko. Nie zwróciłam na to uwagi - Wiem o tobie absolutnie wszystko co trzeba mi wiedzieć i wiem również że jesteś bardzo łatwowierna
- O co ci... - w tamtym momencie zrozumiałam że to nie Diabel wpadł w pułapkę, lecz ja sama. Spojrzałam się szybko w obie strony. Zewsząd zaczęły mnie otaczać konie Diabela.
- Podoba się? Domyślałem się że nie tak łatwo cię obejść więc postanowiłem zajść cię od tyłu.
- To nieuczciwe zagranie
- Widzę że ty kompletnie nie znasz życia. Na wojnie wszystkie ruchy dozwolone - odparł ogier ze śmiechem
- Hej, kopę lat Sode - zarżałam. Poznałam ten głos. To była Rosalia
- Moja droga, jak ty się zwracasz do przyszłej matki? Przecież wiesz, że nie lubi jeśli nie zwracać się do niej pełnym imieniem
- Tak ojcze - Rosalia skłoniła się Diabelowi. Ja zaś obejrzałam się na niego ze zdziwieniem
- Och nie powiedziałem ci? Otóż kiedy już będziesz moja Rosalia stanie się twoją drogą córeczką. W końcu to także moja córka.
- Moja matka nigdy nie była zbyt mądra. Nigdy jej nie lubiłam. Kiedy ojciec ją zabił poczułam się jakby kamień spadł mi z serca. Wkrótce potem powiedział że ma na oku inną klacz, która idealnie nadaje się do stanowiska samicy alfa Stada Mrocznych Tajemnic. Nie chciałam ci nic mówić. To miała być niespodzianka. Kiedy tylko cię zobaczyłam od razu wiedziałam że będziesz lepszą matką niż Sandra. - słowa Rosalii wzbudziły we mnie odrazę do Diabela. Jak ona mogła mówić tak o własnej matce? Byłam pewna że to sprawka jej ojca.
- Nie cieszysz się? Razem z Rosalią będziemy stanowić rodzinkę. Przygotuj się.
- Za nic.
- Słucham?
- Nigdy nie będziemy żyć razem. Moje serce należy już do innego. Nie zmienisz tego choćbyś nie wiem jak się starał. Pogódź się z tym. A ja po prostu będę szła dalej. - postanowiłam położyć wszystko na jedną kartę. Zebrałam się w sobie i w jednej chwili powaliłam 3 konie.
- Do ataku! - krzyknął Diabel - Jeśli aż tak bardzo będziesz się opierać, zmuszę cię siłą! - byłam świetnie wyszkolona do walki przez samo życie. Mój charakter kształtowało cierpienie. Musiałam podjąć wiele trudnych decyzji. Mimo to wiedziałam że tamci mieli przewagę liczebną. Nie zamierzałam się jednak poddać. Diabel wysyłał na mnie wciąż nowych wojowników. Powoli zaczynałam się męczyć. Właśnie zaszarżowałam pokonując kolejnego przeciwnika gdy zobaczyłam jak kilka metrów dalej Niger walczył na śmierć i życie z innym koniem. Ogarnęło mnie jeszcze większe przerażenie gdy dostrzegłam jak Niger upada. Był ranny. Krwawił. Szybko rozejrzałam się dookoła. Nie miałam drogi ucieczki. Gdybym tylko mogła się do niego dostać. Gdybym tylko nie poszła wtedy za Diabelem. Zamknęłam oczy. Przez chwilę byłam gotowa się poddać, byleby tylko Niger był bezpieczny. Byłam zrozpaczona, gdy wtem ktoś przypomniał mi co muszę zrobić.
- Sode No Shirayuki. - otworzyłam gwałtownie oczy. Przede mną pojawiła się Lily - Tylko nie mów że chcesz się poddać? Tyle przeszłaś. Chyba nie chcesz do końca życia żyć z Diabelem bez osób które naprawdę kochasz? Wierzę że dasz radę. Ty też musisz uwierzyć! Nie pozwól aby w twoim sercu znów pojawił się ten ból. Ocal go. Uratuj tego, który uratował ciebie.
- Lily... - spojrzałam na Nigera, był na granicy życia i śmierci. Potężny ogier szykował się do ostatecznego ataku. - Jestem gotowa. - Lily uśmiechnęła się smutno i tym razem nie wleciała do mojej grzywy. Poleciała w górę. Czuwała nade mną. Wiedziała, że to już koniec. Wyprężyłam się. Zebrałam całą swoją odwagę, całą siłę jaka mi została i... skoczyłam. Ten skok przesądził o moim przeznaczeniu. Przypieczętowałam nim swój los. To właśnie przez ten skok jestem teraz tu gdzie jestem. Do końca mojego życia byłam wdzięczna Lily za słowa które wypowiedziała i bez których nie skoczyłabym. To właśnie dzięki niej mogłam uratować tego, którego tak kocham.
- Nooooo!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz