środa, 8 stycznia 2014

18. Wzrok nadziei

Nigdy nie rozumiałam wielu koni, które były wokół mnie. Ich uczucia... ich zachowania były dla mnie takie niejasne, odległe... Przyjaźń? Miłość? Co z tego będę mieć? Kolejną rozpacz kiedy ci na których mi zależy odejdą? Czy właśnie na tym polegają uczucia? Nigdy nie mogłam tego zrozumieć. Dla mnie było to coś tak odległego jak błękitne niebo, jak przestworza pełne chmur i obłoków między którymi latają ptaki. Czemu tak wielu rzeczy nie rozumiałam? A kiedy w końcu zaczęłam dostrzegać to wszystko, kiedy coraz lepiej rozumiałam te uczucia... musiały mi one zostać odebrane. To stało się tak nagle i tak nagle pogrążyłam się w rozpaczy. Z każdym dniem coraz bardziej zbliżałam się do Nigera. Był dla mnie wszystkim. I choć tak mi na nim zależało musiałam się od niego oddalić. Nie chciałam aby coś mu się stało. Nie mówiąc mu nic, przestałam się do niego odzywać, przestałam się do niego uśmiechać, po prostu przestałam okazywać mu moją miłość. Lecz w głębi serca czułam właśnie rozpacz. Ten którego kochałam, ten, którego musiałam zostawić wciąż kręcił się między moimi myślami. Nawet nie macie pojęcia jak bardzo było mi ciężko. Jak bardzo cierpiałam. Ale mimo to musiałam tak postępować. Obawiałam się że jeśli zbytnio się odsłonie Diabel znajdzie mój słaby punkt i wykorzysta go przeciw mnie. Mimo tego jak bardzo się starałam, zabrali mi go. Pewnego dnia przechadzałam się powoli wzdłuż Samotnej Rzeki. Dzień był tak spokojny i cichy. Kto  by przypuszczał że przyniesie ze sobą taki smutek. Wiatr rozwiewał delikatnie moją grzywę, a ja słuchałam szumu drzew i śpiewu ptaków. Nagle usłyszałam stukot kopyt. Obejrzałam się w stronę z której dochodził ten dźwięk i zobaczyłam pędzącą Li.
- Hej Li, co się stało? Czemu tak pędzisz? - spytałam klaczy
- Sode... Niger... On... - alfa nie mogła złapać oddechu
- Spokojnie. Weź głęboki oddech. - poradziłam jej. Li zaczerpnęła powietrza
- Porwali Nigera - wydusiła w końcu. W tamtym momencie coś we mnie pękło. Poczułam przeszywający ból i rozpacz
- Jak to?! Co się stało?! O czym ty mówisz?
- Ktoś ze stada widział jak grupa kilkunastu ogierów powaliła Nigera. Zaciągnęli go poza granice stada. Nie znam szczegółów. - To było jak cios w serce. A więc jednak. Diabel odkrył moją słabość. Ale jak...?
- Przykro mi Shirayuki - powiedziała Li. Czułam napływające mi do oczu łzy, ale mimo to coś mnie powstrzymało - Nie musisz tego w sobie dusić. - pokręciłam tylko przecząco głową
- Wiesz gdzie to się stało? - spytałam szybko
- Casidi to widziała. Gdy tylko się o tym dowiedziałam pobiegłam do ciebie - razem z Li popędziłyśmy na łąkę. Tam znaleźliśmy wystraszoną Casidi otoczoną przez grupkę koni
- Casidi? - spytała łagodnie alfa. Chyba widziała że nie byłam w stanie spokojnie mówić - Możesz nam opowiedzieć co się stało?
- To było takie nagłe. Akurat odpoczywałam w krzakach. Wtedy zobaczyłam idącego Nigera. Zamknęłam oczy, ale nagle... usłyszałam jakieś odgłosy. Spostrzegłam że była to grupka groźnie wyglądających koni. Podeszli do Nigera i zaczęli coś mówić. On coś im odpowiedział wtedy jeden z ogierów rzucił się na niego. Zaczęli się szarpać. Mieli przewagę liczebną. Poranili Nigera. Stracił przytomność i... zaciągnęli go poza granice stada - Casidi trząsł się głos - Nie mogłam nic zrobić. Przepraszam cię Sode No Shirayuki - wyszeptała w moją stronę. Otworzyłam szeroko oczy, ale zaraz posmutniałam
- Nie przejmuj się, to wcale nie twoja wina. Mieli przewagę.
- Przykro mi. - dodała jeszcze - Naprawdę mi przykro. - uśmiechnęłam się jeszcze do niej smutno i odeszłam. Odeszłam aby zatopić swój smutek w Samotnej Rzece. Nikt za mną nie szedł, nikt mnie nie gonił. Nikt mnie nie zatrzymał. Wtedy pomyślałam czy naprawdę powinnam z tym walczyć? Czy może lepiej się poddać i wieść życie u boku Diabela? Faktem było że go nie kochałam i raczej nigdy nie pokocham. Ale wtedy ci na których mi zależy mogliby żyć w spokoju i... nie. Nie wiem czy mogliby żyć w szczęściu. Jednak nie mogłam pozwolić by cierpieli przeze mnie.
- No? - usłyszałam delikatny głosik przy moim uchu.
- Lily... - szepnęłam i upadłam na trawę - Co ja mam zrobić? Nie chce żeby wszyscy przeze mnie cierpieli. Może byłoby lepiej gdybym jednak poddała się Diabelowi i...
- Nawet o tym nie myśl! - przerwała mi Lily. Wyczuwałam w jej głosie pewność i zdecydowanie. Zupełnie jak matka która poucza swoje źrebie - Jeśli się poddasz wszystko pójdzie na marne. Wszystko o co walczyłaś przestanie mieć sens, przestanie istnieć. Czy aby na pewno tego właśnie chcesz?
- A co ja mogę zrobić? Oni mają Nigera, zrobią  mu krzywdę jeśli będę się opierać
- Oni już mu zrobili krzywdę. - spojrzałam na Lily - Zabrali go od ciebie i sprawili że go porzuciłaś. Jak myślisz jak musiał się wtedy czuć? Bo ja jestem pewna że zabolało go to o wiele bardziej niż to co zrobił mu Diabel. - wstałam i spojrzałam na swoje odbicie w rzece. Mój wzrok był taki bezradny i szary. Zwykle miałam zimne, obojętne oczy w których widać było pogłębiającą się pustkę, jednak teraz był to wzrok przegranego. Czy naprawdę muszę tak cierpieć? Czemu właśnie mnie spotykają wszelkie nieszczęścia? A może jestem przeklęta? Pomyślałam wtedy o chwili kiedy po raz pierwszy spotkałam Nigera. Przyniósł mi wtedy kolejną część mego przeznaczenia. Po co żyję? To pytanie dręczyło mnie od tamtego pamiętnego dnia. Właśnie... po co żyję?
- No więc? - zamknęłam oczy i zacisnęłam mocno powieki. Po chwili znów je otworzyłam lecz tym razem mój wzrok nie był ani pusty, ani zimny. Był przepełniony nadzieją.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz