środa, 25 grudnia 2013

16. Koszmar Sode

Moje relacje z Li, poprawiły się od kiedy przypadkiem dowiedziała się o mnie i Nigerze, ale w stosunku do reszty stada wciąż byłam oschła i nieufna. Niestety nie wszystko poszło zgodnie z planem. Pomimo naszych starań, miesiąc po powrocie do stada wszyscy wiedzieli że jesteśmy z Nigerem parą. Nie lubiłam o tym mówić, ale mimo to wszyscy nagle zaczęli się mną interesować. A ja wciąż jednak wolałam samotność. W czasie moich nocnych spacerów spotykałam czasem Nigera, ale i tak wszystko było raczej po staremu. Za dnia ciężko było mi znaleźć jakieś ciche miejsce. Najczęściej zaszywałam się pod jakimś wielkim drzewem lub w jakiejś norze i odsypiałam moje nocne spacery. Pewnej nocy, poszłam na spacer pod granice stada. Księżyc i gwiazdy jaśniały jak miliony świetlików. Nagle usłyszałam jakieś odgłosy. Rozejrzałam się szybko dookoła i w oddali dostrzegłam dwa konie. Nie wyglądały mi znajomo więc schowałam się między krzaki. W pewnym momencie usłyszałam fragment ich rozmowy.
- Więc to jest to stado? - spytał pierwszy ogier
- Tak. Ale jakoś nie wygląda mi nadzwyczajnie. Jest jak każde inne które zaatakowaliśmy. - odpowiedział drugi
- No nie wiem. W końcu szef obserwował je od miesięcy. Słyszałem, że do tego stada należy jakaś niezwykle silna i piękna klacz. Nie atakowalibyśmy go gdybyśmy nie byli pewni.
- Może masz racje.
- Jeśli to prawda to Diabel nigdy nie przepuści takiej okazji. Mówił, że ta klacz to może być właśnie ta której szuka. Jego pozostałe partnerki nie były takie idealne. Jedna była piękna, ale słaba i delikatna jak mucha. Druga znowu była potulna jak baranek i strachliwa, a jeszcze inna była...
- Dobra dobra już rozumiem. - nagle zatrzymali się, a jeden z nich dodał:
- Jesteś pewny, że to tu?
- Tak. Zgodnie z tym co mówił nasz szpieg, ta klacz nie za bardzo lubi towarzystwo innych. Dlatego w dzień się ukrywa a po nocy łazi przy granicach. Jak jej tam było...?
- Sode No Shirayuki? - w tamtym momencie skamieniałam. Oni mówili o mnie? Przecież wyraźnie słyszałam swoje imię.
- Tak, chyba tak. Podobno nie jest typem imprezowiczki. Nie lubi jak ktoś jej rozkazuje i zwraca się do niej nie pełnym imieniem. Szefowi bardzo spodobał się jej charakterek. Słyszałem jak mówił, że nigdy nie pozwoli żeby mu uciekła. Nawet jeśli będzie ją musiał zabrać siłą albo będzie stawiała opór. - tamci zaśmiali się, a ja poczułam niekontrolowaną złość.
- Zachowaj spokój. - usłyszałam czyiś szept. Była to Lily. Spojrzałam na nią i wzięłam głęboki oddech. Ona zawsze umiała mi pomóc kiedy emocje brały nade mną górę.
- Stefan, powiedz mi czemu akurat my dostajemy zawsze najgorsze zadania. - powiedział jeden
- Spójrz na to z innej strony Mark - odrzekł koń nazwany Stefanem - Powinno pójść łatwo. Nie musimy podbijać od razu całego stada. - zastygłam w krzakach w bezruchu. Jeśli zrobię choć krok zdradzę moją kryjówkę, ale jeśli tamci będą tu czekać do rana? Zaczęłam się martwić o Nigera i Li. A co jeśli coś im się stanie?
- Słyszałeś to? - spytał Mark - Szelest. Dochodzi z tamtych krzaków. Sprawdźmy to. - powoli zaczęli podchodzić  w moją stronę. Postanowiłam, że zrobię im tę przyjemność i sama do nich przyjdę. Podniosłam się więc z ziemi i podeszłam do ogierów.
- No no no. A kogóż my tu mamy? - wzrok miałam obojętny i zimny. Tamtym przeszedł po grzbietach dreszcz.
- Na pewno chcecie wiedzieć? - spytałam spokojnie
- Cóż wnioskując po twoim spojrzeniu i zachowaniu ty musisz być Sode No Shirayuki.
- Bingo. Punkt dla ciebie.
- Hej, nie pozwalaj sobie za wiele. - zaczął Stefan
- Przypadkiem usłyszałam waszą rozmowę i szczerze mówiąc... nie za bardzo mi się spodobało to co powiedzieliście.
- A według ciebie mieliśmy kłamać? - zaśmiał się Mark. Zrobiłam pare kroków w ich stronę.
- Radze mnie nie drażnić bo nie ręczę za siebie.
- Ojej, jak strasznie się boje - Stefan i Mark wyraźnie nie wiedzieli kim jestem. Czasami, kiedy nie potrafię opanować swoich emocji wokół mnie zaczyna padać śnieg. W zależności od moich humorów może być to łagodny śnieżek opadający leniwie na ziemie, lub potężna śnieżyca.
- Oj bój się bój. - powiedziałam - Ale tak na poważnie, czego tu szukacie?
- Skoro słyszałaś naszą rozmowę to wiesz chyba co nam do szczęścia potrzebne. Albo raczej naszemu szefowi - uśmiechnął się Mark -  Ale spokojnie, dostaliśmy tylko rozkaz aby przekazać ci wiadomość.
- Och, już się nie mogę doczeać. A teraz mówcie co macie mówić i wynoście się stąd.
- Jesteś jeszcze bardziej bezczelna niż słyszałem - powiedział Stefan - I to się naszemu szefowi w tobie najbardziej podoba.
- Mamy ci tylko powiedzieć, że nasz szef ma cię na oku. Obserwuje cię od dłuższego czasu i jest tobą zainteresowany. A muszę ci powiedzieć, że on zawsze dostaje to czego chce. Lepiej zapamiętaj to imię, bo będzie ci towarzyszyć już do końca twoich dni. Diabel, po ciebie idzie. - ogiery odwrócili się i popędzili galopem w swoją strony. Wtedy zrozumiałam coś, czego obawiałam się najbardziej na świecie. Coś co było tak oczywiste, a jednak tak straszne. Mój koszmar. Wojna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz