środa, 18 grudnia 2013

15. Zagubione moce

Następnego dnia obudziłam się w kiepskim nastroju. Byłam niespokojna i nerwowa.
- Stało się coś? - spytał Niger. Kiedy ogier wstał opowiedziałam mu mój sen. I znów nie zadawał żadnych pytań. Lecz od czasu wyznania mu prawdy coś się w nim zmieniło. Stał się jakiś markotniejszy i bardziej nerwowy. Zupełnie jakby coś go trapiło.
- Nie, wszystko w porządku. Po prostu... zastanawiam się nad tym snem. - Niger poszedł gdzieś w głąb lasu, a ja położyłam się na trawie i zaczęłam myśleć.
- "Śnieg topnieje już powoli...". Co to może znaczyć? Zima już dawno się skończyła. Chyba, że to metafora. - spojrzałam w niebo i westchnęłam. Nie wiedziałam co robić dalej.
- No dobrze, a "serce Sode bardzo boli" ? - zamknęłam oczy. Pomyślałam co się stało od dołączenia do stada Li. Pomyślałam też o całym bólu który doświadczyłam, o wszystkich koniach które poznałam, o każdym nawet najmniej wartym uwagi dniu.
- Czy naprawdę... jest ze mną aż tak źle? - westchnęłam i powoli otworzyłam oczy.
- Niger! - krzyknęłam i poderwałam się na nogi - Nie strasz mnie tak.
- Przepraszam. Ja po prostu... - wydawał się jakiś taki bardziej przygaszony niż zwykle.
- Co się stało? - spytałam delikatnie. Ogier spojrzał mi prosto w oczy.
- Muszę... skoro ty powiedziałaś mi całą prawdę... - wziął głęboki oddech - To ja też ci ją powiem. - teraz ja spojrzałam na Nigera.
- Wiem... że ty byłaś ze mną absolutnie szczera, więc ciężko byłoby ukrywać przed tobą prawdę. Nie dałbym rady. Shirayuki ja... ja nie jestem takim zwykłym koniem. Ja jestem... mieszańcem. Mój ojciec był ziemskim koniem ale... moja matka... - widać było że przychodzi mu to z wielkim trudem. Nie chciałam go poganiać. Dobrze wiem co to znaczy dusić w sobie uczucia i całą prawdę.
- Spokojnie, jeśli nie chcesz to nie musisz mi nic mówić. - ogier pokręcił głową.
- Moja matka była... Ognistym Koniem - w tamtym momencie coś we mnie pękło. Niger? On miałby być synem Ognistej Klaczy? W sekundę znienawidziłam Nigera. W głowie przeleciały mi wszystkie wspomnienia o koniach, które zamordowały całą moją rodzinę. Jednak po chwili, mój gniew ustąpił. Uśmiechnęłam się delikatnie do ogiera.
- No i co? - spytałam spokojnym głosem
- No i co? - nie dowierzał - Ty się jeszcze pytasz? Przecież Ogniste Konie wymordowały całe twoje stado, twoich bliskich, przyjaciół, wszystkich na których ci zależało. Wszystkich których kochałaś. A ty przyjmujesz to z takim spokojem?
- W pewnej sekundzie, rzeczywiście znienawidziłam cię najbardziej na świecie. Miałam ochotę się na ciebie rzucić, ale... to przecież nie była wcale twoja wina. Nie miałeś nic do gadania. - Nigerowi pociekła po policzku łza
- Myślałem że... nigdy więcej się do mnie nie odezwiesz.
- Nie mogłabym tego zrobić. A wiesz dlaczego? Bo to właśnie dzięki tobie zrozumiałam, że są na tym świecie konie z uczuciami. Ty nie jesteś taki obojętny i zimny jak niektórzy. To nie twoja wina, że płynie w tobie krew Ognistych koni. Nikt nie wybiera w jakiej urodzi się rodzinie.
- Ale... przecież oni nadal zabili tych których kochałaś. - Niger wciąż nie rozumiał
- Myślę, że jednak nie wszystkich - uśmiechnęłam się do ogiera i spojrzałam mu prosto w oczy. Właśnie wtedy, właśnie tamtego dnia zrozumiałam ile Niger dla mnie znaczy. Usiedliśmy razem pod rozłorzystym drzewem. Przytuliłam się do ogiera i zamknęłam oczy. Nigdy się tak nie czułam. Miałam wrażenie, że mogę zrobić wszystko. I wtedy nagle...
- Shirayuki, patrz. - powiedział ogier. Otworzyłam powoli oczy, ale nie mogłam uwierzyć w to co widzę.
- Śnieg... - szepnęłam. Mimo iż był środek lata, z nieba sypał śnieżno biały puch.
- Jest zupełnie taki jak ty. - stwierdził Niger. Przyjrzałam mu się uważniej. Faktycznie. Ogier miał rację. A skoro śnieg był zupełnie taki jak ja i do tego padał w lecie, mogło to oznaczać tylko jedno.
- Odzyskałam swoje moce. - uśmiechnęłam się i znowu zamknęłam oczy. Biały puch, który łagodnie opadał na mój grzbiet, padał jeszcze przez cały dzień. A kiedy w końcu przestał, wokół nas wszystko spowite było w nieskazitelną biel.

***

Trzeciego dnia po zaakceptowaniu moich uczuć, dotarliśmy w końcu do Stada Wiecznego Życia. Wszyscy bardzo się niepokoili. Nigera porwał tłum koni pytających go co się wydarzyło. O mnie jednak nikt nie pamiętał. Mimo to w głębi ducha byłam szczęśliwa. Pomimo tego co wydarzyło się od naszego porwania, mój charakter nie zmienił się ani odrobinę. Wciąż byłam pusta i samolubna. Jeszcze przez chwilę patrzyłam na świętujące konie z powrotu Nigera. W końcu jednak odwróciłam się i skierowałam twarz w stronę Samotnej Rzeki, lecz usłyszałam za mną jeszcze głos.
- Ciesze się że wróciłaś Sode. - była to Li. I szczerze mówiąc nie przeszkadzało mi to że powiedziała do mnie "Sode".
- Ja też. - wyznałam
- Wiem, że nie za bardzo lubisz się zwierzać więc nie będę cię pytać gdzie byłaś. Ale mam jeszcze do ciebie wiadomość od Nigera.
- Wiadomość? - Li kiwnęła głową
- Powiedział: "Śnieg". - uśmiechnęłam się pod nosem i nic nie mówiąc odeszłam od Li. Kiedy się oddaliłam, z mojej grzywy wyleciała Lily
- "Śnieg" ? - spytała
- Ustaliliśmy, że na razie nie będziemy nikomu mówić co się wydarzyło. A "śnieg" to takie nasze hasło.
- A co ono oznacza? - podniosłam głowę i spojrzałam na pojawiające się powoli gwiazdy. Uśmiechnęłam się i odparłam:
- To znaczy, kocham cię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz