środa, 11 grudnia 2013

14. Nadzieja przepełniona miłością

Kiedy się obudziłam słońce już świtało. Rozejrzałam się dookoła. Niger chodził w około, co chwilę przystawał i znów zmieniał kierunek. Gdy zobaczył że się obudziłam i przyglądam się mu, zmieszał się i wybełkotał
- Dzień dobry
- Czy dobry to się okaże. - odparłam i wstałam -  W każdym razie ruszajmy dalej. Musimy odnaleźć drogę powrotną do stada. Wczoraj pozwoliliśmy sobie na całodzienny odpoczynek, więc teraz będziemy musieli to nadrobić. - szliśmy w milczeniu. Około południa zatrzymaliśmy się na przestronnej łące, na chwilę przerwy. Jednak wkrótce ruszyliśmy w dalszą drogę.
- Sode No Shirayuki? - Niger przerwał tą ciszę
- Co jest?
- Miałem ci tego nie mówić ale... jakby to powiedzieć... Kiedy zabierali nas do tej stajni to ja... na parę chwil się obudziłem.
- I...? Co w związku z tym?
- No... ja... słyszałem jak ty... mówiłaś przez sen. - zatrzymałam się gwałtownie, a Niger o mało we mnie nie wpadł.
- Co mówiłam? - spytałam szybko
- Właściwie... to nie jestem pewny czy mówiłaś to przez sen. - Niger chyba żałował że podjął ten temat, ale ja musiałam się dowiedzieć.
- Nie przypominam sobie żebym się obudziła
- No nie wiem... może. Wyglądałaś wtedy jakoś dziwnie.
- To znaczy?
- Byłaś taka niespokojna. Nie wiedziałem czy coś ci się stało. Mówiłaś coś... o jakiejś przepowiedni, o losie i przeznaczeniu... nie za dobrze wszystko usłyszałem.
- A mówiłam coś konkretnego? - serce biło mi szybciej. Musiałam zapytać.
- Coś o jakimś cudzie i lodzie... córce, która przeżyła... to wszystko co zapamiętałem. - upadłam na trawę  i zamknęłam oczy. Powoli, z pod tych zamkniętych powiek spłynęła mi łza. Nigdy nie lubiłam płakać. Zawsze kiedy byłam bliska płaczu potrafiłam nad tym zapanować. Powstrzymywałam się. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że płacz wymywa wszystko co boli. Każde przykre wspomnienie. Każdą troskę i cierpienie. Każdy, nawet najmniejszy ból w sercu.
- Co się stało, Shirayuki? - spytał cicho
- Ja... ja już nie mogę. Nie mogę tego w sobie dusić.
- Więc nie duś. - otworzyłam oczy. Przede mną pojawiła się Lily - Wiem, że to może być dla ciebie trudne, ale zrób to. Uwierz mi, każdy czegoś się boi. - spojrzałam na Nigera i westchnęłam
- Wielu polegnie, wielu straci lód,
lecz na polu bitwy ostanie wielki cud.
Córka przeżyje nikt więcej nie zostanie,
pewnego dnia nagle zginie w pamięci pozostanie.  - patrzyłam na Nigera, który przyglądał mi się ze zdziwieniem.
- Czy to...
- To to słyszałeś prawda? - ogier kiwnął głową
- Nie powiedziałam ci całej prawdy. To co właśnie usłyszałeś, to stara przepowiednia szamanki z mojego rodzinnego stada. Tuż przed wojną przepowiedziała przebieg ostatniej bitwy. Przepowiedziała, że tylko ja przeżyje. Że zostanę sama, że będę ostatnim Śnieżnym Koniem. Ukrywałam to przed całym światem, w nadziei aż doczekam spełnienia przepowiedni. Aż po prostu znikne z tego świata... do czasu aż nie spotkałam ciebie. To ty przyniosłeś mi drugą część przepowiedni. Zrozumiałam, że aby pierwsza przepowiednia się spełniła muszę odnaleźć sens życia. Szukając go dotarłam tutaj. -  Przez resztę dnia szliśmy w milczeniu. Niger nie pytał czemu ukryłam to przed nim. Byłam mu za to wdzięczna. Miałam wrażenie, że rozumie mnie lepiej niż pozostałe konie. Że jest po prostu inny... Gdy zatrzymaliśmy się na noc, Niger szybko zasnął. Przez większość czasu patrzyłam na niego i dziękowałam za to, że akurat z nim mnie porwano. Kiedy w końcu zasnęłam, śniło mi się coś za czym najbardziej tęskniłam. Moi rodzice. Uśmiech mojej matki... ile bym oddała żeby znów go zobaczyć. Ile bym oddała, aby znów usłyszeć głos mojego ojca. Właśnie taki był ten sen. Moi rodzice stali obok siebie. W pewnym momencie moja matka się uśmiechnęła, a mój ojciec przemówił do mnie, smutnym ale budzącym otuchę w sercu głosem.
- "Śnieg topnieje już powoli,
serce Sode, bardzo boli.
Córka przy życiu jeszcze zostanie,
pewnego dnia nagle zginie w pamięci pozostanie..."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz