środa, 12 lutego 2014

23. Śnieg i przepowiednia

Tak szybko przemija życie. Rodzisz się, żyjesz, umierasz. To niepodważalna zasada istniejąca na tym świecie. Nie ma czegoś takiego jak nieśmiertelność. Próba szukania jej, jest przejawem tchórzostwa. Coraz więcej ludzi i koni zapomina o tym. Na każdego przychodzi czas. Na jednych szybciej na innych później, ale każdy kiedyś umrze. Jednak nawet jeśli śmierć przychodzi tak nagle, a życie się kończy nie oznacza to naszego końca. Każdy ma na tym świecie jakieś zadanie do wypełnienia. Każde jest tak samo ważne. Każdy na tym świecie żyje dla jakiegoś celu. Ja, w końcu go odkryłam.
- Ni... ger - szepnęłam
- Sode... jestem tu. Spokojnie wydobrzejesz. Jakoś cię uleczymy - Niger dramatycznie próbował szukać wyjścia z sytuacji, lecz ja wiedziałam. Pokręciłam przecząco głową
- To już koniec. - ogier spojrzał na mnie zrozpaczony
- Co ty mówisz? Jaki koniec. Na pewno jutro będzie lepiej
- Ja już nie dożyje jutra - ta myśl nie przeraziła mnie. Nie odczuwałam niepokoju, tylko smutek. Jak będą się czuli inni po moim odejściu?
- Nie... nie... nie... - powtarzał Niger. W chwili kiedy zostałam zraniona wiele koni przestało walczyć. Wiele zrozumiało, że powód tej wojny powoli gaśnie. Bitewna wrzawa ustępowała. Pośród zbierającego się wokół mnie tłumu zdołałam dostrzec Li. Miała oczy we łzach
- Li... - szepnęłam - Czemu płaczesz? - klacz podeszła do mnie przerażona
- Sode, ty... krwawisz... - przekręciłam głowę i dostrzegłam powiększającą się kałuże krwi. Cios, który miał zabić Nigera zranił mnie w lewy bok.
- Nie szkodzi. - powiedziałam i uśmiechnęłam się słabo - To nic. Li. Wybacz - klacz spojrzała mi w oczy
- To ja powinnam przeprosić. Jestem alfą. Moim zadaniem jest ochrona stada. A ja... - pokręciłam przecząco głową
- Nie, mylisz się. To ja powinnam cię przeprosić. O wiele wcześniej. Powinnam przeprosić i... podziękować. Kiedy przygarnęłaś mnie do swojego stada, nie umiałam się w nim odnaleźć. Wiele koni traktowałam z pogardą i byłam wobec nich okrutna - tu spojrzałam na Nole. Była pierwszą klaczą która powitała mnie w Stadzie Wiecznego Życia - Nie dostrzegałam tego, ale taka jest prawda. Przepraszam również za to że nie umiałam wyznać ci prawdy. Ty... naprawdę wiele dla mnie znaczysz. Dziękuje że otworzyłaś mi serce. - Li znów spłynęło kilka łez - Nie smuć się. Prędzej czy później każdego kiedyś to spotka.
- Sode...
- Was też muszę przeprosić - zwróciłam głowę w stronę koni ze Stada Wiecznego Życia - Nie umiałam się zmienić.
- Sode No Shirayuki... Ja... To nic. - powiedziała Nola
- My zawsze wiedziałyśmy że w głębi serca taka nie jesteś - odparła Casidi - Kiedy ruszyłaś na pomoc Nigerowi zdradziłaś że nie jesteś taka bezduszna jak myśleliśmy - uśmiechnęłam się do nich. Tak wiele razy miałam okazję aby z nimi porozmawiać. Pośmiać się, zaprzyjaźnić... A ja tę szansę zmarnowałam. Na mój policzek spłynęła łza. Spojrzałam w górę. Niger płakał.
- Niger...
- Sode ja... to ja powinienem tu teraz leżeć, a nie ty. Poświęciłaś się dla mnie
- Nie mogłam siedzieć bezczynnie. Wiesz o tym. - ogier kiwnął głową - Każdego czeka taki los. Ważne żeby dobrze wykorzystać czas który nam daje. Nie rozumiałam tego. Przez tyle lat byłam samotna, a wystarczyło wyciągnąć kopyto. Wybacz że tak długo cię odtrącałam. Nie wiedziałam że można żyć inaczej. Od śmierci moich rodziców przestałam być sobą. To nie jestem prawdziwa ja. Gdyby nie cała ta wojna pomiędzy "lodem a ogniem" moje życie wyglądałoby teraz zupełnie inaczej.
- Sode No Shirayuki - usłyszałam. Był to tak dobrze mi znany głos
- Diabel... - ogier wyszedł spośród tłumu koni i spuścił głowę
- Ja... słyszałem co powiedziałaś. Muszę cię przeprosić. Nie wiedziałem, że wyrządzam ci taką krzywdę. Zawsze brałem wszystko co chciałem i nie rozumiałem uczuć innych. Wybacz. Na pewno przysporzyłem ci mnóstwo kłopotów.
- Nie przeczę. Ale to że przyznałeś się do błędu wiele dla mnie znaczy. W ramach przeprosin mam do ciebie jedną prośbę. Chodzi o Rosalię. Domyślam się, że nie miała łatwego dzieciństwa - Diabel kiwnął potwierdzająco głową - Jeszcze nie jest dla niej za późno. Wciąż jest młoda. Ale ona potrzebuje matki. Mądrej, odpowiedzialnej. Takiej która poświęci jej dużo czasu i obdarzy miłością. Proszę, nie pozwól żeby wybrała tę samą ścieżkę co ja. Samotność nie jest rozwiązaniem.
- Obiecuje.
- Dziękuje. Uwierz mi tak będzie dla niej najlepiej. Ty też musisz jej poświęcić więcej uwagi. To dobra dziewczyna. Ale jeśli dalej będzie kroczyła tą drogą nie będzie szczęśliwa. Ona nie jest usłana różami. Sama się o tym doskonale przekonałam. Wybierając taki tryb życia opuściły mnie wszelkie uczucia. Straciłam swoją szanse. Dla mnie nie ma już nadziei, ale ją wciąż można uratować. Długo szukałam celu mojej podróży, a w końcu gdy dobiegł jej kres znalazłam go. Gdy nareszcie poznałam odpowiedź na pytanie które dręczyło mnie tak długo, nie pozostaje mi nic innego jak po prostu się poddać. - pokręciłam przecząco głową - Nie. Ja nigdy się nie poddam. Wciąż będę z tym walczyć dopóki nie braknie mi sił. To jest sens mojego życia. Nadzieja. Właśnie ją miałam podarować światu. Wierzę, że mi się udało. - wszelkie walki ucichły. Całe stado pogrążyło się w ciszy.
- Sode... Nie chce żebyś odeszła - Niger ciężko przeżywał poznaną prawdę - Ty... ty...nie możesz odejść. Co ja bez ciebie zrobię? - spojrzałam mu prosto w oczy. Były przepełnione bólem. Smucił się z mojego powodu. Uśmiechnęłam się smutno i odparłam:
- Będziesz żył dalej. Po prostu żyj i żyj tak, aby przeżyć. Proszę, nie smuć się. Jeśli będziesz się zamartwiał to i mnie będzie ciężko. Wiem że nie byliśmy razem zbyt długo, ale cieszę się z każdej chwili spędzonej wspólnie z tobą. Każda sekunda była na wagę złota. To że mogłam żyć z tobą było... dziękuje.
- Dziękuje - szepnął Niger
- Lily - jak na komendę nad moją głową pojawiła się Lily. Powoli i stopniowo zaczęło się ochładzać, aż w końcu z nieba spadły pierwsze płatki śniegu.
- No
- Lily, dziękuje. - nie potrzebowałam wielu słów aby wyrazić Lily co czuję. To dzięki niej jestem teraz tu gdzie jestem. Dzięki niej mogłam spotkać konie takie jak Li czy Niger. Słowa mogą bardzo zaboleć. Jedno słowo może zmienić cały twój świat. Są również takie słowa, które zastępują wszystkie inne. Powoli zaczynało brakować mi sił. Coraz ciężej mi się oddychało. Z trudem mogłam zachować przytomność. Rana była głęboka i zbyt dotkliwa aby o niej zapomnieć. I ta na moim ciele i ta na moim sercu. Śnieg sypał coraz mocniej, ale nikomu nie robił krzywdy. Śnieżnobiałe płatki śniegu zaczęły opadać wokół mnie, na moją ranę i wszystko dookoła. Ostatni raz spojrzałam na Nigera i ostatkiem sił wyszeptałam
- Nie zapomnij. - powoli opadały mi powieki. Nie mogłam dłużej wytrzymać. Ostatni raz poczułam powiew wiatru, ostatni raz usłyszałam chlupot wody w Samotnej Rzece. I ostatni raz w całym moim życiu spłynęła mi po policzku łza. Ostatnia łza Śnieżnego Konia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz