wtorek, 24 września 2013

3. Mroźny Motyl

Mimo iż jestem pusta i samotna potrafię przełożyć dobro stada ponad własne życie. A to wszystko stało się dzięki niej. Las w którym zamieszkałam nazywał się Lasem Wiecznej Zimy. To tam ją poznałam. Tę, która odmieniła mój pogląd na życie. Pewnego dnia szłam sobie między drzewami gdy nagle zobaczyłam na drodze motyla. Nie obchodziło mnie co się z nim stanie. Moje serce było obojętne na cudze życia. Więc dlaczego... dlaczego postąpiłam inaczej? Podeszłam ostrożnie do motyla, a gdy przyjrzałam mu się bliżej nie mogłam uwierzyć własnym oczom. To nie był zwykły motyl. To był Mroźny Motyl. Mroźne Motyle to najrzadsze stworzenia na świecie po Śnieżnych Koniach. Wzięłam delikatnie motyla i umieściłam go ostrożnie w mojej grzywie. Kiedy upewniłam się, że jest bezpieczny puściłam się galopem w stronę mojego tymczasowego mieszkania. Była to lodowa jaskinia którą wyrzeźbiłam przy pomocy moich mocy. Położyłam ostrożnie motyla na moim łożu. Nie wiedziałam co mu dolega więc nie byłam pewna jak mu pomóc. Czuwałam przy Mroźnym Motylu prawie przez całą noc. W końcu zmęczenie wygrało i zapadłam w sen. Śnił mi się Mroźny Motyl latający po mojej jaskini. Nagle poczułam na pysku chłodny wiaterek. Nie chciałam, aby ten sen się skończył więc nie otwierałam oczu. Próbowałam znowu zasnąć lecz powiew na moim pysku stał się mocniejszy więc otworzyłam oczy i prawie krzyknęłam. To wcale nie był wiatr, tylko Mroźny Motyl machający swoimi skrzydełkami. Wstałam powoli i odezwałam się:
- Wiesz, napędziłeś mi niezłego stracha. Nie wiedziałam co ci się stało.
- Och, po prostu za długo leciałam. Wystarczyło, że poleżałabym jakiś czas, a siły by do mnie wróciły. Ale mimo to dziękuje za twoją opiekę. Gdybyś mnie zostawiła na tej drodze nie wiem czy bym przeżyła. - stałam przyrośnięta do podłogi
- Czy to ty to powiedziałeś Mroźny Motylu? - nie mogłam uwierzyć własnym uszom
- Tak, to ja. Nazywam się Lily. A ty? - spytała wesoło
- Sode No Shirayuki. - odparłam podejrzliwie
- Miło mi cię poznać.
- Mam jedno pytanie. Jak to możliwe, że rozumiem co mówisz? - Lily uśmiechnęła się
- To ty nie wiesz, że jesteś Śnieżnym Koniem? - nagle pomarkotniałam
- Wiem, ale co to ma do rzeczy?
- Każdy Śnieżny Koń, ma jedną specjalną zdolność, która ujawnia się wraz z wiekiem. Każda ta moc jest wyjątkowa i jedyna. Nie ma dwóch takich samych. Rodzice ci o tym nie mówili?
- Niestety nie. - pochmurniałam jeszcze bardziej - Ale skoro już latasz o własnych siłach to wynoś się stąd lepiej. - Lily przestała trzepotać skrzydłami i  usiadła z powrotem na lodowej półce.
- Czemu taka jesteś? - spytała. Takiego pytania się nie spodziewałam. Lily znów poderwała się do lotu i usiadła na moim pysku. Miałam ochotę ją przegonić, ale coś mnie powstrzymało.
- Widzę, że dużo przeszłaś, ale nie możesz pozwolić, aby te uczucia tobą zawładnęły. Wiem, że straciłaś rodzinę. Wiem, że na to patrzyłaś. Wiem, jak wiele razy próbowano cię zabić. - po policzku spłynęła mi łza. Jedna z niewielu, które mi spłynęły.
- Skąd możesz o mnie cokolwiek wiedzieć.
- Ja wiem o tobie wszystko. I wiem również, że chcesz wybrać samotność. Wierzysz, że dzięki temu już nigdy nie doświadczysz bólu po stracie ukochanej osoby. Lecz ja nie pozwolę, abyś jeszcze kiedyś była samotna. Ponieważ od teraz to ja będę twoją rodziną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz